Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Losy cymeliów (cz. 1). Historyczne księgozbiory kościelne i klasztorne

Na przełomie maja i czerwca 2006 r. w Katowicach odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa Historyczne księgozbiory klasztorne. Stan i perspektywy badań. Było to pierwsze spotkanie z planowanego cyklu Kultura umysłowa zakonów Europy Środkowej X-XXI wiek. Zorganizował je Katowicki Oddział Polskiego Towarzystwa Bibliologicznego oraz Biblioteka Śląska. Wśród prezentowanych referatów i w dyskusji poczesne miejsce zajęła tematyka związana z dziejami bibliotek różnych zakonów i ich zbiorów, w tym także niektórych pojedynczych obiektów prawdziwych cymeliów z zakresu piśmiennictwa polskiego i europejskiej sztuki drukarskiej. Częścią programu konferencji była wycieczka do bibliotek klasztornych w Austrii i Czechach. Uczestnicy mogli podziwiać piękne barokowe wnętrza sal bibliotecznych opactw: kanoników regularnych laterańskich (augustianów) w Sankt Florian koło Linzu1, i benedyktyńskiego w Melku, jak również klasztoru cysterskiego w Vyssim Brodzie w Czechach (znanego też pod wcześniejszą niemiecką nazwą Hohenfurt).

Wizyty w bibliotekach, których wnętrza zaliczają się do jednych z najpiękniejszych w swoich krajach, a nawet wśród europejskich książnic, uświadomiły zwiedzającym, że tę wysoką pozycję na turystycznym szlaku bibliotekarskim zawdzięczają one między innymi sprzyjającym okolicznościom historycznym. Oszczędzone im były bowiem rabunki i zniszczenia wojenne, co spowodowało, że przechowywane tam od stuleci bogate zbiory sztuki drukarskiej, iluminatorskiej, jak również cenne zasoby piśmiennictwa minionych epok szczęśliwie przetrwały.

Szczególnie opactwo w Sankt Florian budzi wśród polskich historyków książki i bibliotek nieuchronne skojarzenia, związane z losami cennego zabytku naszej kultury najstarszym zachowanym przekładem psałterza na język polski, znanym obecnie jako Psałterz floriański, gdyż w austriackim klasztorze znalazł schronienie na kilka stuleci. Nie jest to jedyny przykład cennych pamiątek naszej przeszłości, które wskutek różnych wydarzeń dziejowych, zwykłych przypadków i zbiegów okoliczności, rozproszyły się po krajach bliższych i całkiem dalekich od miejsc swego powstania bądź przeznaczenia. Ich koleje związały się częściowo z losami nowych właścicieli i były efektem odległych i często powszechnie mało znanych zdarzeń. To samo dotyczy unikatowych obiektów, które powstały w innych kulturach i odległych krajach, aby wreszcie trafić na ziemie polskie i stać się częścią naszych zbiorów.

W minionym 2006 r. nastąpiło kilka wydarzeń, takich jak jubileusze, prezentacje, odzyskanie zagrabionych zbiorów itp., które zwróciły uwagę na bezcenne egzemplarze ksiąg z ciekawą i do dziś pełną tajemnic historią. Wszystkie były lub są częścią zbiorów zakonów, kościołów różnych obrządków, seminariów duchownych. Przypomnijmy cztery z takich przykładów: Psałterz floriański, Biblię królowej Zofii, Ewangeliarz lwowski i pelplińską Biblię Gutenberga.

PSAŁTERZ FLORIAŃSKI

30 kwietnia 1931 r. Ludwik Bernacki, ówczesny dyrektor Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, przyjechał do Warszawy i stawił się w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego u naczelnika Wydziału Bibliotek Państwowych, Stefana Dembego. Dotarł prosto z dworca, po zakończeniu podróży do Austrii, skąd przywiózł do kraju niezwykle cenną paczkę. Zawierała ona zakupiony właśnie przez rząd polski od opactwa Świętego Floriana, za niebagatelną kwotę 70 000 dolarów, średniowieczny manuskrypt Psalterium trilingue (zwane z czasem Psałterzem floriańskim). Jakie fakty poprzedziły to ważne dla kultury polskiej zdarzenia; gdzie, dla kogo i w jakich okolicznościach powstał Psałterz, jakie były jego losy, zanim trafił do opactwa kanoników regularnych koło Linzu? Próbując odpowiedzieć nawet pobieżnie na powyższe pytania, nie znajdujemy na niektóre z nich do dnia dzisiejszego jednoznacznej i wiarygodnej odpowiedzi.

Nie ulega na pewno wątpliwości, że Psałterz jest zabytkiem najwyższej klasy. Uchodzi, obok Kazań świętokrzyskich, za najcenniejszy zachowany średniowieczny przykład piśmiennictwa polskiego. Rękopis datowany jest na przełom XIV i XV w. Ma format małego folio (322x225 mm) o objętości 296 kart pisanych w dwóch kolumnach (5 kart dodano w XVI w.); jest zdefektowany brakuje drugiej karty i czterech kart końcowych. Kodeks ma bogate iluminacje, a w 1564 r. zaopatrzono go na terenie Austrii w nową oprawę renesansową, wykonaną w warsztacie bliżej nieznanego Heinricha Yagema. Manuskrypt zawiera teksty psalmów w trzech językach: łacińskim, polskim i niemieckim. Pisane były na przestrzeni kilkudziesięciu lat przez trzech różnych kopistów. Miniatury i bogata ornamentyka kodeksu wyszły również spod ręki kilku iluminatorów i mają odmienny charakter stylowy oraz techniczny. Pomimo tak licznego i różnorodnego zdobnictwa rękopis w opinii znawców nie przedstawia najwyższej wartości artystycznej2. Jego rangę i znaczenie podnosi zaś niewątpliwie znamienitość osoby, dla której był, wedle dotychczasowych ustaleń, przeznaczony.

Okoliczności powstania Psałterza były przedmiotem wielu badań i spekulacji. Badacze nie mieli wątpliwości, że powstał dla kobiety z rodu Andegawenów (Anjou), czego dowód znajduje się między innymi na karcie 53. verso kodeksu, gdzie na dolnym marginesie dwa anioły podtrzymują herb węgierskiego domu andegaweńskiego oraz poprzeczną plecionkę dwóch liter "m", która może symbolizować rodową dewizę Andegawenów: Memento mori. Dziś dominują dwie hipotezy. Według pierwszej, dzieło przeznaczone było dla królowej Jadwigi i jej dworu, zaś inicjatywa powstania rękopisu przypisywana jest Piotrowi Wyszowi, kanclerzowi królowej i biskupowi krakowskiemu w latach 1392-1412. Miał to być dar dla spodziewającej się właśnie dziecka Jadwigi Andegaweńskiej. Według tej wersji część psalmów przepisana została w klasztorze kanoników regularnych laterańskich w Kłodzku na Śląsku. Prace przerwała nagła śmierć królowej w 1399 r. Zostały one wznowione po 1405 r., gdy król Władysław Jagiełło sprowadził do Krakowa zakonników z Kłodzka do nowo ufundowanego klasztoru ich reguły przy kościele Bożego Ciała na Kazimierzu. Nowy właściciel, dla którego dokończono spisywanie Psałterza, nie jest znany.

Druga hipoteza - autorstwa Ewy ŚnieżyńskiejStolot3 - zakłada, że inicjatorką powstania kodeksu była sama monarchini, a przygotowano go na dworze królewskim na potrzeby Jadwigi i jej otoczenia. Wykonawcą miniatur pierwszej części manuskryptu był, według tej koncepcji, Bartłomiej z Jasła (przed 1360-1407), astrolog i teolog związany z uniwersytetami w Pradze i Krakowie.

Prace nad Psałterzem ukończono w pierwszej ćwierci XV w. Druga jego część jest znacznie skromniejsza. Jej iluminacje wykonał krakowianin, zwany Mistrzem Biblii Hutterów. Przypuszcza się, że modlitewnik mógł być podarowany Annie Cylejskiej, drugiej żonie Władysława Jagiełły. Dalsze losy rękopisu spowite są także mgłą tajemnicy. Nie wiadomo kiedy i przez kogo został wywieziony z Polski. W literaturze można odnaleźć wersję o prawdopodobnej kradzieży dzieła podczas pożaru Krakowa w 1556 r. lub zabraniu go przez królową Bonę do Włoch, gdy opuszczała Kraków w tym samym roku. Znamy za to z imienia kolejnego właściciela cennego zabytku Bartłomieja Siessa, który nabył księgę w 1557 r. od kupca włoskiego za 7 soldów, o czym poinformował potomnych w nocie na pierwszej karcie kodeksu. W 1564 r. Psałterz, jak już wspomniano, został na nowo oprawiony, a następną znaną datą w jego historii jest rok 1637, w którym wymieniono manuskrypt po raz pierwszy w katalogu biblioteki opactwa Sankt Florian4. Przeleżał w niej szczęśliwie do 1827 r., kiedy to młody wówczas bibliotekarz klasztoru Josef Chmel (1798-1858) odkrył go i rozpoznał jako cenny zabytek piśmiennictwa polskiego. Od tego czasu możemy śledzić dzieje opisywanego egzemplarza z kronikarską dokładnością. Chmel nie zatrzymał informacji o zidentyfikowaniu średniowiecznego psałterza dla siebie. Powiadomił o tym zdarzeniu w kwietniu 1827 r. słoweńskiego slawistę Bartłomieja Kopitara (1780-1844), kustosza Cesarskiej Biblioteki w Wiedniu. Ten zaś przekazał natychmiast (tego samego dnia) informację do Krakowa bibliotekarzowi Biblioteki Jagiellońskiej Jerzemu Samuelowi Bandtkiemu (1768-1835), który już w połowie roku ogłosił publicznie wiadomość o tym niezwykłym zdarzeniu. Odtąd rozpoczęła się seria badań i publikacji dotyczących Psałterza. W gronie pierwszych uczonych i edytorów zajmujących się odczytaniem rękopisu znaleźli się, poza Chmelem i Kopitarem, między innymi: Stanisław Dunin-Borkowski, Władysław Nehring (który wprowadził nazwę Psałterz floriański), Ludwik Bernacki, Aleksander Birkenmajer, Aleksander Bruckner, Helena Polaczkówna, Ryszard Ganszyniec, Witold Taszycki, Stefan Kubica, Władysław Podlacha, Adam Kleczkowski. Przez cały ten czas cenny zabytek pozostawał w bibliotece opactwa, a prace badawcze prowadzono głównie na podstawie edycji S. Dunina-Borkowskiego (z 1834 r.) i W. Nehringa (z 1883 r.). Aż nieoczekiwanie, na początku 1930 r. rząd polski otrzymał od swego posła w Wiedniu Karola Bandera informację, że zarząd opactwa augustianów jest skłonny sprzedać Polsce Psałterz za olbrzymią kwotę 600 000 szylingów. Negocjacje i decyzję należało podjąć szybko, z zachowaniem pełnej dyskrecji rozmów na ten temat. Ofertę austriackich zakonników wsparli polscy ministrowie: oświaty - Sławomir Czerwiński i spraw zagranicznych - August Zaleski. Ministerstwo Skarbu zareagowało przychylnie. Wyznaczenie polskiego negocjatora przypadło Stefanowi Dembemu, który poza pełnieniem ważnej funkcji w MWRiOP był także dyrektorem Biblioteki Narodowej. Poprosił on o pośrednictwo w kupnie zabytku Ludwika Bernackiego, z góry zaznaczając, że Psałterz uświetni zbiory narodowej książnicy. Dyrektor Bernacki wyraził zgodę i 20 grudnia 1930 r. rozpoczął swoją misję. Zachowane dokumenty dotyczące tej sprawy: protokół Bernackiego z rozmów z prałatem opactwa Świętego Floriana Vincenzem Hartlem oraz listy i telegramy wymieniane pomiędzy Bernackim a Dembym opublikowane zostały w Biuletynie Informacyjnym Biblioteki Narodowej przez Beatę Janowską (1997, nr 2) i Danutę Rymszę-Zalewską (1998, nr 3). Wyłania się z nich ciekawy obraz okoliczności transakcji oraz pewnej gry prowadzonej pomiędzy negocjatorami. Dla strony polskiej problemem była niezwykle wysoka cena za rękopis, według Bernackiego zbyt wygórowana. W trakcie rozmowy z prałatem Hartlem wysunął szereg argumentów, które miały obniżyć rangę zabytku. Na przykład to, że był on już dwukrotnie wydany w formie faksymilowej, a obecnie ma tylko wartość pamiątkową; kodeks nie ma żadnej większej wartości historycznej czy też artystycznej, dowodził polski negocjator. Pismo jest tylko na początku staranne, później niedbałe. Miniatury są nieukończone. Kodeksów tego rodzaju pełne są w większości publiczne i prywatne zbiory, wyliczał mankamenty, które mogłyby "zmiękczyć" stanowisko prałata. Ten jednak pozostawał niewzruszony. Nie ukrywał wprawdzie, że zmiany powstałe w wyniku wojny i jej następstwa są przyczyną podjęcia przez nas takiego zamiaru. Jesteśmy gotowi sprzedać rękopis, ale nie znajdujemy się w takiej potrzebie, abyśmy nie mogli poradzić sobie bez jego sprzedaży. Przyznał, że zarząd opactwa zdecydował się na wybór właśnie Psałterza, gdyż nie powstał w Austrii i nie ma żadnych związków z jej historią. Miało to ułatwić uzyskanie niezbędnej zgody Watykanu na sfinalizowanie transakcji i rządu austriackiego na wywóz kodeksu. Dodał, że cena wydaje się być nienormalną (...), ale należy ją traktować (...) jako dogodną cenę okazyjną. W trakcie rozmów do Bernackiego dotarła również wiadomość o tajemniczej ofercie amerykańskiej na zakup Psałterza. Gdy Vincenz Hartl zgodził się wreszcie opuścić cenę do 500 000 szylingów i dać czas do decyzji rządowi polskiemu do 31 stycznia 1931 r. oraz zauważył, że podobna sposobność może się więcej nie nadarzyć, Warszawa zareagowała błyskawicznie i wyasygnowała na zakup 70 000 dolarów z funduszu Skarbu Narodowego, zlikwidowanego w 1928 r.


BIBLIA GUTENBERGA

Historia szczęśliwego powrotu do kraju bezcennego Psałterza, po kilku stuleciach od jego wywiezienia zbiegła się w czasie z zagrożeniem i niebezpieczeństwem niepowetowanej straty dla polskiej kultury, jakim była próba sprzedaży za granicę słynnej 42-wierszowej Biblii Gutenberga z biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie. Do dnia dzisiejszego jest to jedyny egzemplarz druku gutenbergowskiego w zbiorach krajowych, nazywany najbielszym z "Białych Kruków". Dwutomowa księga, wytłoczona na papierze pomiędzy 1454 a 1455 r., wcześniej była własnością klasztoru franciszkanów-obserwantów w Lubawie, założonego w 1502 r. Biblia znalazła się w bibliotece klasztornej prawdopodobnie jako dar biskupa chełmińskiego Mikołaja Chrapickiego. Po kasacie klasztoru w 1821 r. książki przekazano w sierpniu 1833 r. do biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie. Jako niezwykły zabytek sztuki drukarskiej została rozpoznana dopiero w 1897 r. przez Paula Schwenke, dyrektora biblioteki uniwersyteckiej w Królewcu. Pelplińska Biblia posiada kilka cech, które znacznie podwyższają jej wartość w stosunku do innych drukowanych na papierze egzemplarzy spośród 35 zachowanych do dziś. Zaliczają się do nich między innymi: opisany w literaturze ślad przewróconej czcionki na dolnym marginesie karty 46 recto, oryginalna piętnastowieczna oprawa sygnowana przez Heinricha Costera z Lubeki, odmienne incipity i explicity w tekście, różniące się znacznie od pozostałych druków.

Od 1927 r. kuria biskupia i biskup chełmiński Stanisław Okoniewski poważnie rozpatrywali możliwość sprzedaży druku Gutenberga, osiągającego wysokie ceny w Europie i Stanach Zjednoczonych. Bezpośrednią przyczyną tego kroku, tak jak w przypadku opactwa w Sankt Florian, były trudności finansowe. Spodziewana wysoka kwota ze sprzedaży Biblii miała być wykorzystana na remont katedry i rozbudowę Seminarium Duchownego. Argumentowano, że księga nie jest skarbem kultury narodowej. Jednakże sprzedaż Biblii za granicę musiała uzyskać zgodę (jak w przypadku Psałterza floriańskiego) zarówno władz państwowych - z uwagi na wartość zabytkową obiektu, jak i aprobatę Watykanu, ze względu na wysoką wartość materialną. W 1929 r. wojewoda toruński wyraził zgodę na ewentualną transakcję i poparł ten pomysł w piśmie do MWRiOP. Na szczęście, informacje o planach sprzedaży przedostały się do prasy lokalnej, podała je również Polska Agencja Telegraficzna, a za nią prasa centralna. Donoszono, że zachodni oferenci są gotowi zapłacić za unikatowy druk nawet 100 000 dolarów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w 1926 r. pewien Amerykanin kupił egzemplarz Biblii mogunckiego typografa od austriackiego klasztoru benedyktynów w Melku (niedaleko Sankt Florian) za 120 000 dolarów i podarował go uniwersytetowi Yale w New Haven. Był to proceder nader częsty. Handel cennymi drukami rozwijał się szczególnie bujnie w Związku Radzieckim, który wyprzedawał w latach dwudziestych setki tysięcy książek na rynek amerykański, a także na aukcje i do antykwariatów w krajach Europy Zachodniej. Drenaż zbiorów zabytkowych - głównie w Europie Środkowowschodniej - był znaczący, a sumy oferowane za szczególne rarytasy nie do pogardzenia.

Do Pelplina zaczęły napływać oferty z całego świata, zjeżdżali antykwariusze (głównie z Niemiec): Feliks Bruckstein z Gdańska, Hans Rotschild z Kolonii, Georg Rosenberg z Berlina. Zainteresowanie zakupem wyraziły: Muzeum Gutenberga w Moguncji, antykwariaty w Monachium i Stuttgarcie. Oferty wpływały aż do 1933 r., licytowano cenę - 650 000 marek, 85 000 franków szwajcarskich, 1 800 000 zł.5

W 1930 r. biskup Stanisław Okoniewski zapewniał dziennikarzy, że Biblia pozostanie w kraju, a jego intencją jest, by została zakupiona przez odpowiednią instytucję polską. Biskup miał na myśli Bibliotekę Narodową. Starania czynione w tej sprawie w MWRiOP nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. W trakcie rozmowy z ministrem Sławomirem Czerwińskim i dyrektorem Stefanem Dembym biskup chełmiński dowiedział się, że proponowana przez niego transakcja nie będzie mogła dojść do skutku, gdyż skarb państwa nie dysponuje dostatecznymi funduszami na ten cel i ma kłopoty nawet z zebraniem odpowiedniej kwoty na wykupienie Psałterza floriańskiego, zabytku bardziej z kulturą polską związanego, argumentował minister6. W trakcie tej rozmowy oświadczył jednocześnie, że gotów jest wyrazić zgodę na sprzedaż Biblii za granicę, pod warunkiem przekazania skarbowi państwa 25% z uzyskanej sumy.

Polskie środowisko bibliofilskie, zaniepokojone utratą skarbu kultury ogólnoświatowej, już w 1929 r. podjęło szeroką akcję zmierzającą do udaremnienia sprzedaży i wywozu zabytku z kraju. Największą aktywnością wykazała się ogólnopolska Rada Bibliofilska i Towarzystwo Bibliofilów im. J. Lelewela w Toruniu. Na równi z dziennikarzami nagłośnili całą sprawę i rozpoczęli akcję informującą społeczeństwo, jak wielką stratą byłoby pozbycie się jedynego w Polsce egzemplarza Biblii gutenbergowskiej. Wywierano też naciski na MWRiOP, aby nie wyrażało zgody na ten "haniebny" zamiar, apelowano do "patriotyzmu" biskupa Okoniewskiego i proszono go o przeciwstawienie się zamiarom Kapituły pelplińskiej. Bibliofile obawiali się także możliwości potajemnego wywozu cennego druku. Rozważali również odwołanie się do "wielkiego miłośnika książek", który zasiada na Stolicy Apostolskiej. Wystąpienie do papieża Piusa XI7 okazało się w rezultacie zbyteczne, gdyż pod naciskiem opinii publicznej kuria biskupia odstąpiła od zamiaru sprzedaży Biblii. Bibliofile polscy dali wyraz swej satysfakcji, nadając w 1938 r. biskupowi Okoniewskiemu najwyższe odznaczenie swej organizacji - Order Białego Kruka. Uroczyste wręczenie dyplomu i insygniów odbyło się 11 grudnia 1938 r. w Pelplinie.

Niecały rok po tym wydarzeniu losy obu zabytków: Psałterza floriańskiego i Biblii Gutenberga nieoczekiwanie znów się splotły w dramatycznych okolicznościach związanych z wybuchem drugiej wojny światowej. W Pelplinie już w lipcu 1939 r. rozpoczęto przygotowania do ewakuacji najcenniejszych zbiorów. Dzięki staraniom Kazimierza Piekarskiego, znanego badacza i znawcy starych druków, uzyskano zgodę na złożenie słynnej dwutomowej Księgi w podziemnym skarbcu Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie (BGK). Do stolicy przywiózł ją 2 sierpnia ks. Antoni Liedtke, konserwator diecezjalny i kierownik Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie. Oba tomy spoczywały w wykonanej specjalnie na ten cel skórzanej walizce, która miała zapewnić bezpieczeństwo w czasie podróży i w trakcie dalszego przechowywania depozytu. Między 5 a 8 sierpnia dołączyły do niej w bankowym sejfie dwa kuferki z największymi rarytasami ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie. Znalazły się wśród nich między innymi: rękopisy muzyczne Chopina, Kazania świętokrzyskie oraz Psałterz floriański. Od tej pory dzieje skarbów z warszawsko-pelplińskiego depozytu złączyły się ze sobą nierozerwalnie.

W połowie września 1939 r. zawartość skarbca BGK wywieziono przez Kosów i Kołomyję do Rumunii, skąd przetransportowano je dalej i 26 września oba kufry oraz walizka znalazły się w Paryżu. Przywiózł je, jako przesyłkę kurierską, wiceprezes Banku Wiesław Domaniewski i złożył w Ambasadzie Polskiej. Po dwóch miesiącach prezes BGK gen. Roman Górecki i W. Domaniewski podpisali 24 listopada protokół o przekazaniu cennego depozytu do Biblioteki Polskiej w Paryżu. Gdy na początku maja 1940 r. ruszyła ofensywa niemiecka, zagrażając już bezpośrednio Francji, polski rząd emigracyjny podjął decyzję o ewakuacji zbiorów. Depozytem Banku Gospodarstwa Krajowego zajął się osobiście Karol Estreicher jr. 23 maja wyekspediował je do Angers, a następnie do Aubusson i Bordeaux, skąd 18 czerwca odpłynęły (wraz ze skarbami wawelskimi) na statku "Chorzów" do Wielkiej Brytanii. Po przewiezieniu do Londynu znalazły "chwilę wytchnienia" w Ambasadzie Polskiej. Za radą Estreichera podjęto decyzję o ich dalszym transporcie w lipcu 1940 r. do Kanady. W Ottawie złożono je początkowo w tamtejszym archiwum, a od marca 1945 r. zamknięte były w sejfie kanadyjskiego Bank of Montreal. Następną podróż morską, tym razem w kierunku Europy, Psałterz i Biblia - wraz z pozostałymi dobrami kultury polskiej - odbyły dopiero w styczniu 1959 r., by 3 lutego zawitać do Warszawy i powrócić następnie do swoich właścicieli.

W 2000 r. pelplińskie Wydawnictwo "Bernardinum" rozpoczęło przygotowania do faksymilowej edycji Biblii Johannesa Gutenberga (impulsem była m.in. 600. rocznica jego urodzin i zbliżająca się 550. rocznica druku dzieła). Prace nad tym przedsięwzięciem trwały do 2003 r. Dygitalizację wykonał zespół naukowców z Uniwersytetu Keio w Tokio, pod kierunkiem prof. Toshiyuki Takamiya. Ten sam zespół dokonał wcześniej dygitalizacji egzemplarzy biblii z Tokio, Moguncji i Cambridge. Faksymile zaopatrzono również w wierną kopię oprawy Heinricha Costera. Całość dopełniła replika walizki ze skóry juchtowej, przygotowanej wiosną 1939 r. do wywiezienia i ukrycia cennego druku. W maju 2004 r. jeden z egzemplarzy faksymilowej edycji pelplińskiej Biblii (wydano 198 numerowanych egzemplarzy) przekazano do zbiorów Biblioteki Narodowej.


PRZYPISY:
1 Założonego w 1071 r. przez benedyktynów, z czasem przejętego przez kanoników regularnych reguły św. Augustyna. W opactwie przechowywane są relikwie św. Floriana, pochowany jest tu także znany kompozytor austriacki Anton Bruckner (1824-1896)
2 Zob. np. W. Podlacha: Miniatury psałterza floriańskiego. [W:] L. Bernacki: Geneza i historia Psałterza floriańskiego. Lwów 1927, s. 29-45
3 E. Śnieżyńska-Stolot: Tajemnice dekoracji "Psałterza floriańskiego". Z dziejów średniowiecznej koncepcji uniwersum. Warszawa 1992
4 Dzisiejsi przewodnicy wycieczek po pięknych wnętrzach opactwa Sankt Florian wiążą pojawienie się Psałterza w miejscowych zbiorach bibliotecznych z królową Katarzyną Habsburżanką (1533-1572), trzecią żoną Zygmunta Augusta. Wyjechała ona na stałe z Polski do Austrii w 1566 r. i zamieszkała w Linzu. Została pochowana w podziemiach kościoła na terenie zabudowań klasztornych w Sankt Florian

5 Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 1926 r. pewien Amerykanin kupił egz. Biblii Gutenberga od austriackiego klasztoru Melk nad Dunajem (niedaleko Sankt Florian) za 120 000 dol. i podarował go uniwersytetowi Yale w New Haven
6 W okresie międzywojennym wiele instytucji występowałoo wsparcie finansowe do skarbu państwa na zakup zagranicą cennych zbiorów o charakterze pamiątek narodowych. Np. w czerwcu 1935 r. warszawski Instytut im. Fryderyka Chopina prosił o dotację na zakup dużych zbiorów pamiątek po Chopinie francuskiego kolekcjonera Edouarda Ganche'a. Rząd pieniędzy odmówił i do transakcji wówczas nie doszło
7 ówczesny papież Pius XI był przez 25 lat prefektem Biblioteki Ambrozjańskiej w Mediolanie, a w l. 1914-1918 Biblioteki Watykańskiej

Wersja do druku