Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Czara z Kremlina. In memoriam

Kiedy Polacy szukając ojczyzny ślepo zawierzyli Napoleonowi, nie było kraju, żeby go krwią swą nie zlali. Roku 1812 stolica carów była świadkiem ich waleczności. Tam wśród płomieni najokropniejszego ognia śmierci się nie lękali. Wtenczas pułk Konstantego Czartoryskiego z innymi doszedł do Kremlina, owej sławnej warowni, gdzie carów namaszczają i koronują. Stamtąd czarka srebrna w tym zaburzeniu wzięta i do Gotyckiego Domu oddana była, z zapewnieniem, że ją używano w obrzędach koronacji carów - zapisała księżna Izabela Czartoryska w rękopiśmiennym katalogu zbiorów.

Dom Gotycki to istniejący do dziś pawilon w parku puławskim, mieszczący w latach 1809-1831 zbiory muzealne. W odróżnieniu od sławnej Świątyni Sybilli gromadzono w nim dzieła sztuki i pamiątki obcego pochodzenia, choć i tam nie zabrakło poloników. Wkrótce, zapewne po odczytaniu wyrytej na naczyniu inskrypcji, zorientowano się, iż informacja o używaniu naczynia podczas koronacji carów rozmija się z prawdą. W drukowanym katalogu, wydanym w 1828 r., przytoczono ów napis, podano pochodzenie czarki oraz wzmiankę, iż była oglądana przez cesarza Aleksandra.

Właśnie jako pamiątka kampanii roku 1812, czara eksponowana była na wystawie Napoleon i Polacy w Arsenale Muzeum XX Czartoryskich w Krakowie w latach 2004-2005, a następnie, wraz z wystawą, powędrowała do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, skąd - horribile dictu - została w styczniu 2006 r. skradziona.

Czara to typowy kowsz. Naczynia takie, przeznaczone głównie do picia miodu, naśladujące w metalu kształt drewnianych czerpaków, rozpowszechniły się na ziemiach ruskich przynajmniej od XV w. Egzemplarz z Muzeum XX Czartoryskich, wykuty z jednego kawałka blachy srebrnej jest niemal kolisty, o średnicy 17 cm, najmniejszej wysokości 3,5 cm, waży 405 gramów. Z jednej strony brzeg czary wznosi się lekko, tworząc charakterystyczny spiczasty "nosek", pozbawiony niestety pierwotnego zakończenia; po przeciwnej stronie, wyciągnięty w górę i załamujący się pod kątem prostym, stanowi uchwyt, nadający naczyniu profil "płynącej kaczki". Dno jest wypukłe, z trybowanym przedstawieniem dwugłowego orła w laurowym otoku. Herb ten, tym razem odlany, nałożony jest także na górną część uchwytu. Wnętrze, przy uchwycie i "nosku", zdobi rytowany ornament roślinny. Po zewnętrznej stronie, pod brzegiem, czarę obiega wstęga ozdobnego napisu, przerwanego rytmicznie przez cztery koliste medaliony, wypełnione trudnym do odczytania, ornamentalnym pismem wiązanym, tzw. wiaźju, pełnym ligatur i skrótów. Herby, motywy roślinne we wnętrzu oraz owe medaliony pozłocono. Napisy głoszą: Z Łaski Bożej Wielki Władca Car i Wielki Kniaź Piotr Aleksiejewicz Całej Wielkiej, Małej i Białej Rusi Samodzierżca 1701 roku obdarowali tym kowszem miasta Putymla (Putywla) miejskiego człowieka Nikifora wanowa syna Cołkowniewa (za to), iż był on w Putymlu burmistrzem w 1700 roku w komorze celnej ("tamożni") i karczmie ("krużecznym dworie") i swymi zabiegami, przysporzył 1400 rubli w stosunku do lat poprzednich. mię cara i jego tytulatura wypisana została właśnie w owych medalionach.

Jak świadczy napis, mamy więc do czynienia z kowszem żałowanym za pribor, czyli ofiarowanym za przysporzenie dochodów carskiemu skarbowi. Głównymi źródłami wpływów doń były opłaty celne i mytne oraz wyszynk napojów alkoholowych, który od czasów wana Groźnego obejmowany był rozszerzanym stopniowo monopolem państwowym, definitywnie wprowadzonym w 1652 r. Pobór ceł i propinacja bywały czasem wydzierżawiane, częściej jednak poruczano je na wiarę odpowiednim osobom wybranym przez ludność. Ukaz z 1651 r. zarządzał likwidację dzierżawy propinacji i wyrażał życzenie, aby we wszystkich wsiach i miastach należących do gosudara było po jednym krużecznym dworie, to jest karczmie - kabaku,, z monopolem wyszynku. Komorą celną (mytną) i gospodą zawiadywał naczelnik gołowa, mający do pomocy pewną liczbę przysięgłych pracowników ciełowalników (od całowania krzyża na znak przysięgi). Kancelarię prowadził diak. Gołowy i ciełowalników wybierano na rok. Do 1700 r. rozpoczynali oni pracę 1 września, w dzień św. Siemiona. Był to bowiem w państwie moskiewskim, aż do reform Piotra , początek nowego roku. Lata liczono od stworzenia świata i taką też rachubę spotykamy na siedemnastowiecznych kowszach. Wybór funkcjonariuszy był obowiązkiem gminy, która też materialnie odpowiadała za tych urzędników, teoretycznie pracujących społecznie - nie pobierali oni bowiem żadnego wynagrodzenia. Służba ta związana była z ryzykiem zważywszy, iż skarb z góry określał minimalną kwotę wpływu z komory celnej i wyszynku. A pribor (zebrana suma) małyj budiet - groziła surowa zwierzchność - i wam ot nas byt w wielikom nakazanije (zostaniecie srogo ukarani), a niedobor (brakująca sumę) wielim na was doprawit (zebrać) wdwoje. W 1681 r. wydano też polecenie, by w wypadku niedoboru gołow i ciełowalnikow bit knutom i zsyłat w zsyłku, a imienije (majątek) ich otbirat w kazniu (do skarbu). Publiczne batożenie było zresztą stosowaną w Rosji od XV do pocz. XV w. metodą egzekwowania długów; nazywało się to prawież. W razie potrzeby brakujące sumy ściągano też z zamożniejszych wyborców. Przysięga naczelnika i pomocników mówiła zresztą o konieczności gorliwych starań, by wielkiemu gosudarowi przyczynić dochodów. Zważywszy, iż szacunek towarów do oclenia i wysokość myta ustalał sam naczelnik, dawało mu to, po zaspokojeniu apetytu skarbu i przy sprzyjających okolicznościach, możliwość napełnienia także i własnej kabzy. Carskie gramoty do wojewodów mówiły często, że gołowy i ciełowalniki bogacą się pieniędzmi z podatków. W 1699 r. zastąpiono ich burmistrzami, podległymi burmistrzowskiej pałatie. Problem jednak pozostał, skoro w 1706 r., jak doniesiono Piotrowi , w samym Jarosławlu zagarnięto 40 000 rubli. Naczelnicy i pomocnicy, którzy dostarczyli nadwyżki w stosunku do lat poprzednich byli więc nagradzani suknem, futrami, adamaszkiem, a przy znacznych rezultatach właśnie srebrnymi kowszami. Najdawniejsze świadectwa tego zwyczaju pochodzą z lat 1621 i 1623, lecz w pierwszej poł. XV w. obdarowanie kowszem za pribor należało do zdarzeń wyjątkowych. Wręczano go też wtedy pri gosudarie u stoła w obecności cara, podczas jego posiłku. Kowsze otrzymywali wówczas niemal wyłącznie przedstawiciele najbogatszych kupców tzw. gości. W miarę rozszerzania się kręgu nagradzanych, w drugiej połowie stulecia zaczęto je wydawać z prikazu sieriebriannych dieł. Nie było ścisłego regulaminu określającego stosunek wagi kowsza do odprowadzonej do skarbu nadwyżki. W grę wchodziła także pozycja socjalna nagrodzonych. Dla tych ostatnich, rekrutujących się głównie z różnych warstw ludności miejskiej, srebrne naczynie z herbem i tytulaturą carską, opatrzone stosownym napisem, stanowiło rodzaj odznaczenia, którego prestiż przekraczał materialną wartość kruszcu. Znane są przypadki, gdy nagrodzony, dla otrzymania okazalszego kowsza, dodawał własne srebro na jego wykonanie.

W 1712 r. cła i propinacja zostały w całej Rosji oddane na otkup, czyli w dzierżawę, a w 1718 r. podporządkowano je Kammerkolegium. Świadectwa obdarowania kowszami poborców są po tej dacie zupełnie wyjątkowe.

Kowsz z Muzeum Czartoryskich, ważący mniej więcej dwie małe grzywny, nie odbiega od przeciętnej. Także dekoracja oraz sposób rozmieszczenia napisów są typowe. Czara z Kremlina to nie tylko pamiątka dramatycznych historycznych wydarzeń, podczas których została "pozyskana", ale także rzadkie w polskich zbiorach, a wcale wymowne źródło do wewnętrznych dziejów Rosji.

Fakt, iż obiekt tej rangi, ocalony w tragicznych warunkach odwrotu spod Moskwy, hołubiony w kolebce polskiego muzealnictwa, uratowany z katastrofy Puław w 1831 r., padł dziś ofiarą zbrodniczej zachłanności, budzić musi w każdym, komu nie jest obojętne narodowe dziedzictwo, gniew i oburzenie.


Tekst ten, w skróconej wersji ukazał się w "Czasie" w 1991 r.

Wersja do druku