Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Zagrożenia w polskim muzealnictwie skansenowskim

Muzea etnograficzne na wolnym powietrzu, popularnie nazywane skansenami, mocno wrosły w krajobraz kulturalny Polski. Niedługo będziemy obchodzili stulecie pojawienia się w kraju tej specyficznej odmiany muzealnictwa.
Pomysły utworzenia takich placówek odnotowano u nas już w drugiej połowie XIX w., jednak pierwszy urzeczywistnił swoje wizje Izydor Gulgowski w 1906 r. we Wdzydzach Kiszewskich na Kaszubach. Obecnie w Polsce mamy ponad trzydzieści skansenów oraz około czterdziestu małych punktów ochrony "in situ". Łącznie znajduje się w nich ponad tysiąc różnego rodzaju obiektów dużej architektury. Można zatem stwierdzić, iż muzea na wolnym powietrzu stanowią podstawową formę ochrony zabytkowej architektury wsi i bez ich działalności osiągnięcia w tym zakresie byłyby znikome.
Mimo mizerii finansowej, która w ostatnich latach jest udziałem całego polskiego muzealnictwa, skanseny dzięki wręcz misjonarskiej pracy muzeologów, wciąż powiększają swoje ekspozycje. Jednak dalszy rozwój tych placówek mogą zahamować narastające latami zagrożenia, z których rozwiązaniem przyjdzie się nam w najbliższym czasie zmierzyć. Można je usystematyzować w cztery grupy:
* Zagrożenia pożarowe
* Kradzieże i akty wandalizmu
* Problemy konserwatorskie na ekspozycjach
* Problemy konserwatorskie z wytypowanymi do translokacji obiektami architektury.
Szczególne zaniedbania, oceniane z dzisiejszej perspektywy, wskazują muzea na wolnym powietrzu w zakresie bezpieczeństwa pożarowego. W wielu z nich bowiem, brak nowoczesnej, zgodnej z obowiązującymi normami instalacji odgromowej. W niektórych skansenach zresztą nie wszystkie budynki są w nią wyposażone. Podobną sytuację mamy z siecią hydrantową. W wielu muzeach, o których mowa w ogóle jej nie ma, zaś tam gdzie jest, nie zawsze bywa sprawna. Brak jest też przeciwpożarowych zbiorników wodnych, tak ważnych dla skansenów leżących z dala od ośrodków miejskich i od zawodowych jednostek straży pożarnej. Do wyjątków należą placówki posiadające instalacje wczesnego wykrywania pożaru, bezpośredniej łączności z jednostką zawodowej straży pożarnej czy też sieć łączności na terenie najczęściej rozległego obszaru skansenu. O administracyjnym nakazie automatycznego przekazywania do Państwowych Komend Straży Pożarnych sygnału o pożarze wykrytym przez urządzenia sygnalizacyjno-alarmowe, można mówić w zasadzie w kategoriach "pobożnych życzeń", bowiem jak już wspomniano, instalacje takie są zjawiskiem sporadycznym. Wspomnieć też należy, że niezmiernie rzadko stosowane są w skansenach impregnaty opóźniające zapłon, zarówno w obiektach już istniejących jak i nowo wznoszonych.
Aby skomentować sytuację muzeów na wolnym powietrzu w Polsce w zakresie zabezpieczenia przeciwpożarowego, naszkicujmy jeszcze obraz infrastruktury związanej z zabezpieczeniem tychże ekspozycji przed włamaniami, kradzieżami i dewastacją, bowiem oba te zagadnienia powiązane są w znaczący ze sobą sposób. I tak podstawowymi jej elementami są różnego rodzaju ogrodzenia bez zainstalowanych w nich nowoczesnych urządzeń alarmowych, przez co często dochodzi do dewastacji czy też kradzieży ich elementów. Ponadto w czasie zamknięcia ekspozycji dla zwiedzających kontrolę nad nią sprawują pracownicy dozoru, którzy niekiedy do swojej dyspozycji mają psy, niestety rzadko wytresowane do pełnienia takich funkcji. Jakość owego dozoru jest trudna do skontrolowania, bowiem tylko w kilku skansenach wprowadzono niezawodny system sprawdzający obecność dozorcy w wyznaczonych punktach ekspozycji w określonych przedziałach czasowych. Ważnym elementem właściwego dozoru jest instalacja oświetlająca teren muzeum. Wiele jednak placówek wciąż jej nie posiada. Wnętrza najcenniejszy z obiektów zabezpieczają okiennice, niekiedy też kraty oraz co warte podkreślenia, wprowadzane coraz częściej elektroniczne urządzenia sygnalizacji włamaniowej.
Innym problemem jest zabezpieczenie ekspozycji w szczególności wnętrz w czasie udostępnienia ich zwiedzającym. Nawet znaczna ilość osób dozorujących nie daje gwarancji pełnego bezpieczeństwa zbiorów w sytuacji dużego przepływu osób. Tymczasem eksponaty etnograficzne nabrały obecnie sporej wartości materialnej, a otwartość ekspozycji kusi do aktów kradzieży. Zabezpieczenia w tym zakresie przybierają różne formy, dodajmy o różnej skuteczności. Najczęściej są to sznurowe zapory pozwalające oglądać wnętrze jedynie poprzez otwór drzwiowy. Niekiedy taką funkcję pełnią drewniane płotki, kratownice bądź przejrzyste płyty z pleksi. Nie ulega wątpliwości, że wspomniane zabezpieczenia ograniczają spontaniczność i zakres zwiedzania przygotowanych misternie ekspozycji.
Naszkicowany zaledwie obraz zabezpieczeń ekspozycji skansenowskich budzić musi poważne obawy o ich dalszy los. Postawmy zatem pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć poniżej: Czy stan naszych skansenów w omawianym zakresie wynika jedynie z braku środków finansowych? Czy inwestycje zabezpieczające ekspozycje skansenowskie zlekceważyli muzealnicy odkładając ich realizację na później? Czy wyciągnięto wnioski z przebiegu i skutków pożarów oraz włamań i kradzieży w kilku skansenach w latach 1990-2002? W końcu zaś, czy przedsięwzięcia zabezpieczające muzea na wolnym powietrzu nie wymagają przełamania pewnych barier w naszej świadomości, w kontekście przyjętych przed laty założeń merytorycznych opowiadających się za tzw. "czystością ekspozycji" - bez ingerencji obcych jej akcentów?
Realizacje ekspozycji w muzeach na wolnym powietrzu to złożony i długoletni proces. Wprawdzie na początku istnieją ich plany zagospodarowania przestrzennego oparte o wytypowane obiekty architektury będące najczęściej jeszcze w terenie, to jak wspomniano długotrwały okres budowy skansenów sprawia, iż z różnych przyczyn ulegają one zniszczeniu. Nowo znalezione zaś, często zmieniają układ przestrzenny zagrody, a co zatem idzie niezbędne przesunięcia w prowadzeniu instalacji. Zdarzały się nam takie właśnie przypadki, kiedy to punkt oświetleniowy lub hydrant ma skutek opisanego wyżej zdarzenia, usytuowany był pośrodku zagrody. Zachodziła, więc konieczność kosztownych korekt w tym zakresie. Owe doświadczenia sprawiały m.in., że często uznawano realizację instalacji zabezpieczających ekspozycję za końcowy etap prac w danym sektorze skansenu. Trzeba dodać, chociaż obecnie może to śmieszyć, o toczących się w naszym środowisku dyskusjach na temat ograniczonego zakresu wprowadzenia wspomnianych instalacji w skansenach jako zbyt drastycznych - obcych elementów w odtwarzanym tam pieczołowicie krajobrazie kulturowym. Te dylematy mamy jednak za sobą. Ponadto pracownicy skansenów znajdują się pod ciągłą presją wyścigu, w którym konkurentem są różne zagrożenia obiektów przewidzianych do translokacji, a pozostających w terenie. Najczęściej są to unikalne, trudne do zastąpienia innymi budowle. Często zatem musimy wybierać pomiędzy wykupem i translokacją kolejnego obiektu, czy przeznaczeniu funduszy na instalacje zabezpieczające. Przeważnie decydujemy się na to pierwsze rozwiązanie. Nie ulega też wątpliwości, że organa założycielskie muzeów nie podzielają w pełni naszych trosk dotyczących właściwego zabezpieczenia ekspozycji. Łatwiej jest uzyskać środki na przedsięwzięcia o bardziej spektakularnym wymiarze i szerszym rezonansie społecznym. W tym kontekście problemów, kłopoty finansowe, z którymi skanseny borykały się w zasadzie od "zawsze", dopełniają alarmujący obraz.
Zdarzenia jakie miały miejsce w ostatniej dekadzie; pożary m.in. w: Muzeum Wsi Białostockiej, Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, Parku Etnograficznego w Toruniu czy też Muzeum Wsi Radomskiej; włamania w Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni sprawiły, iż rozpoczęto otwartą, krytyczną dyskusję w środowisku związanym z muzealnictwem skansenowskim w Polsce. Jej konkluzje staramy się wprowadzić w życie. Niezwykle pomocną w tym zakresie jest działalność Ośrodka Ochrony Zbiorów Publicznych w Warszawie. Organizowane przez tą instytucję szkolenia, konferencje, doradztwo to z jednej strony pogłębienie znajomości tychże zagadnień u pracowników muzeum, z drugiej zaś, pomoc w znajdowaniu optymalnych rozwiązań realizacyjnych przy ograniczonych środkach finansowych. W szczególności cenna jest ta ostatnia inicjatywa, ponieważ w większości sytuacji mamy do czynienia z projektami odbiegającymi w zasadniczy sposób od standartowych rozwiązań np. system odgromienia młynów wietrznych tak aby mogły chociaż demonstracyjnie być wpuszczane w ruch. Efekty tych wspólnych poczynań są już znaczące, chociaż rzecz jasna obejmują one w pierwszej kolejności "najcenniejsze" obiekty na ekspozycjach skansenowskich. Już obecnie można stwierdzić, że większość obiektów sakralnych-kościółki, cerkwie, ale też takich jak: dworki, spichlerz dworskie, budynki adoptowane na sale wystaw czasowych, są wyposażone w pełny zestaw instalacji przeciw pożarowych oraz przeciw włamaniowych. Podjęto też prace nad projektem monitorowania całej ekspozycji Parku Etnograficznego w Toruniu. W wielu skansenach wprowadza się instalacje hydrantowe oraz odgromowe, które są sprawne oraz nie ingerują w znaczący sposób w bryłę budynku. Rozpoczęty proces zabezpieczeń w muzeach na wolnym powietrzu będzie zapewne trwał kilkanaście lat, ważne, że nie odkłada się go już na trudną do określenia przyszłość.
Zupełnie inny charakter zagrożeń dla ekspozycji skansenowskich, stanowią problemy konserwatorskie. Wspomniano już, iż organizacja tych muzeów oraz ich budowanie to cykle długoletnie i mimo kilkudziesięcioletniej historii jaką posiada większości polskich skansenów, są one wciąż na etapach mniej lub bardziej zaawansowanej realizacji założonego u zarania programu szczegółowego. Już obecnie skromne środki musimy rozważnie dzielić na utrzymanie w "dobrej kondycji" obiektów architektury translokowanych na teren skansenu i udostępnianych zwiedzającym oraz tych, które oczekują na przeniesienie. Taka sytuacja w znaczący sposób osłabiła w ostatnich latach, niekiedy zaś, zahamowała tempo rozbudowy skansenów. Oczywistą potrzebą stały się kompleksowe konserwacje oraz remonty budynków translokowanych w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Tymczasem w wielu regionach kraju napotykamy na kłopoty ze znalezieniem osób lub rzemieślników, posiadających umiejętności naprawy lub rekonstrukcji urządzeń paleniskowo-dymnych w chałupie, ściany szachulcowych lub glinianych, czy też wydawać by się mogło prostego ułożenia klepiska. Coraz trudniej spotkać można dobrych dekarzy, kryjących dachy słomą lub trzciną z zastosowaniem różnych technik.
Poważnym problemem jest też konserwacja obiektów ruchomych, w szczególności tych, które znalazły się na ekspozycjach aranżowanych w zagrodach i przestrzeni międzyzagrodowej. Nie ulega wątpliwości, iż zabytkowe obiekty wystawione na wieloletnie działanie warunków atmosferycznych oraz zanieczyszczeń związanych ze współczesną cywilizacją, stają się destruktami. Ich konserwacja jest żmudna i kosztowna, zaś ponowne wystawienie obiektu na ekspozycję, równałoby się z jego unicestwieniem, co podważyłoby charakter naszej działalności. Nie możemy też liczyć na ciągłe uzupełnianie kolekcji, ponieważ większości obiektów nie jesteśmy już w stanie pozyskać. Tocząca się w środowisku skansenowskim dyskusja w zakresie problemów konserwatorskich, wypracowała rozwiązania, które w najbliższej przyszłości będą zastosowane.
I tak skanseny stały się miejscem szkoleń oraz dokumentowania całych procesów i technologii wytwórczych związanych z wznoszeniem obiektów dużej i małej architektury. Jeśli zatem zabraknie nam "starych" rzemieślników, wspomniane prace wykonują przeszkoleni pracownicy skansenu. W wielu muzeach działających w mocno zurbanizowanych regionach, takie rozwiązania są już normalną praktyką.
W wypadku obiektów ruchomych wystawionych na bezpośrednie działanie warunków atmosferycznych, koniecznością stanie się zastąpienie ich na ekspozycji kopiami. Takie rozwiązanie obwarowane jest jednak wykonaniem odpowiedniej dokumentacji. Standardowa, nawet dobrze wykonana karta ewidencyjna jest w tym wypadku nie wystarczająca. Musimy zatem przystąpić do szerokiej akcji gromadzenia specjalnej dokumentacji obiektów ruchomych, których substancja zabytkowa jest najbardziej zagrożona.
Zdajemy też sobie sprawę, że nie wszystkie obiekty architektury, które przewidywał program skansenu, doczekają chwili translokacji. Należałoby je zatem w przyszłości skopiować, co jest dopuszczalne w praktyce skansenowskiej. Warunkiem jest jednak niezwykle precyzyjna dokumentacja, która pozwoli wiernie odtworzyć obiekt, a nie tylko jego przybliżony wygląd. Takie właśnie dokumentacje musimy wykonać, zaczynając od najbardziej zagrożonych obiektów architektury, kończąc na wszystkich, którymi jesteśmy zainteresowani.
Te nowe zadania, przy ograniczonym zatrudnieniu, będą zapewne trudne do szybkiego zrealizowania, rozłożone na kilka lat przyniosą wymierne efekty ekspozycjom, które już dzisiaj odwiedza dwa i pół miliona zwiedzających, zadumanych i zachwyconych charakterem tych miejsc, prezentujących niezwykłość codziennej egzystencji.

Wersja do druku