Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

W poszukiwaniu bezcennych dzieł sztuki. Kodeks Baltazara Behema

Przed II wojną światową jedne z najcenniejszych narodowych zbiorów sztuki piśmienniczej znajdowały się w posiadaniu Biblioteki Jagiellońskiej. Ich wartość intelektualna i zabytkowa była znana specjalistom z całego świata.
Wśród tych arcydzieł znajdowały się bowiem cymelia nieposiadające swoich odpowiedników w innych kolekcjach. Zbiory krakowskie były więc błogosławieństwem dla uczonych i przekleństwem dla tych, których zadaniem było ich strzec. Przekonali się o tym pracownicy Jagiellonki w chwili wybuchu wojny.

Kilka miesięcy przed agresją na Polskę, niemieccy historycy dokonali dokładnej analizy i lustracji naszych zbiorów muzealnych. Poznali też miejsca przechowywania najcenniejszych zabytków. We wrześniu 1939 r. na terenie podbitej przez Wehrmacht Polski pojawiły się liczne zastępy tzw. Specjalnych Komisarzy ds. Zabezpieczenia i Ochrony Dzieł Sztuki na Terenach Okupowanych oraz doradcy ds. zbiorów sztuki. Najbardziej znani spośród nich to: dr Kajetan Mülmann, dr Hans Pösse, dr Wilhelm Ernst de Palezieux, dr Werner Kudlich i dr Dagobert Frey. Były to osoby powiązane z wysoko postawionymi funkcjonariuszami nazistowskiego państwa. Ich zadaniem tak naprawdę była grabież najbardziej wartościowych zabytków, które miały zasilić prywatne zbiory dostojników III Rzeszy na czele z samym Adolfem Hitlerem. Pozostałe przedmioty miały stać się częścią nowo tworzonych niemieckich muzeów. O faktycznym kierunku prac "zabezpieczających" świadczy m.in. decyzja Hermana Görigna przytoczona podczas procesu w Norymberdze. W dokumencie z 5 listopada 1940 r. rozkazał, by zbiory zagrabione z paryskich kolekcji i zgromadzone przez Komisarzy w Luwrze dzielone były wg klucza - dla Hitlera, dla Reichsmarszałka (więc Görigna), Einsatzstab Rosenberga i wreszcie niemieckich muzeów. Można więc założyć, że podobny model działalności specjalistów ds. dzieł sztuki wprowadzony został we wszystkich okupowanych krajach.

Polscy muzealnicy byli całkowicie zaskoczeni bezpardonowym działaniem wkraczających na nasze ziemie oddziałów Wehrmachtu. Wszelkie dobra na zajętym terenie traktowano jako wojenne trofea. Ten sam proceder dotyczył również kolekcji muzealnych. Przerażeni kustosze gorączkowo próbowali temu przeciwdziałać, wywożąc i ukrywając najcenniejsze przedmioty. Wielu dzieł sztuki nie udało się jednak ewakuować w bezpieczne miejsce. Pozostawione na łaskę najeźdźcy bezcenne kolekcje prywatne i państwowe stawały się łupem żołnierzy i niemieckich Komisarzy. Tym samym "zabezpieczone" zbiory krakowskich muzeów zostały oddane pod zarząd Generalnego Gubernatora Hansa Franka. Chociaż pretensje do tych dzieł sztuki rościli sobie reprezentanci Hermana Görigna (Mülmann) i samego Hitlera (Pösse), to Frankowi udało się zachować je dla siebie. Stał się tym samym właścicielem kolekcji wawelskiej, depozytów Muzeum Czartoryskich i Biblioteki Jagiellońskiej. Wśród tych skarbów były m.in. obrazy da Vinci, Cranacha i Rembrandta, pamiątki po władcach Polski oraz Kodeks Behema. Ten ostatni stanowił niepowtarzalne dzieło sztuki rękopiśmienniczej i praktycznie nie posiadał swojego europejskiego odpowiednika. Powstał na przełomie XV/XVI w. za sprawą notariusza miejskiego Baltazara Behema. Kodeks zawiera miniatury przedstawiające pracę warsztatów rzemieślniczych, herby krakowskich cechów, ich akty prawne i przywileje. Spisany został na 372 kartach po łacinie, niemiecku i polsku. Do Biblioteki Jagiellońskiej trafił w 1825 r. decyzją krakowskiego Senatu, stając się jednym z najcenniejszych rękopisów polskiego muzealnictwa. Ponieważ część treści zawartych w kodeksie napisanych zostało w języku niemieckim, naziści rościli sobie prawa do jego własności. Jak większość zbiorów krakowskich został więc oddany w depozyt Generalnemu Gubernatorowi. Od tego momentu losy Kodeksu były niezwykle dramatyczne i niepewne. Frank nie cieszył się jednak zbyt długo jego posiadaniem zagrabionych skarbów. Kodeks, wraz z innymi zbiorami sztuki, został w 1941 r. przewieziony do Berlina, czego zażyczył sobie najprawdopodobniej sekretarz Hitlera, Martin Bormann. Dzieło Baltazara Behema przebywało w Kaiser Friedrich Museum do 1942 r. Ciężkie bombardowania stolicy III Rzeszy spowodowały jednak, że Kodeks wraz z innymi skarbami powrócił do Krakowa. Tu jednak nie pozostał zbyt długo. Kiedy w 1944 r. pojawiło się realne zagrożenie ze strony nacierających wojsk radzieckich, zarządzono ewakuację najcenniejszych zabytków. Dużo obiektów muzealnych trafiło na Dolny Śląsk. Najcenniejsze (i te o małych rozmiarach) zabytki zostały w styczniu 1945 roku na rozkaz Hansa Franka zapakowane do 3 skrzyń i przewiezione do jego domu w Bawarii. Stanowiły prywatny depozyt gubernatora i do maja 1945 r. znajdowały się w Heuhaus. Jeszcze w marcu 1945 r. w porozumieniu z radcą ministerialnym dr Hummelem ustalono, że Kodeks Behema wraz z innymi bezcennym skarbami kultury zostanie ukryty w kopalni Alt Ausee. Rozwój sytuacji na froncie zachodnim uniemożliwił jednak realizację tych zamierzeń. Skrzynie wraz z polskimi zabytkami pozostały w domu Hansa Franka pod opieką konserwatora Ernsta Wilhelma Palezieuxa. Tam zostały odnalezione przez aresztujących Franka żołnierzy US Army.

Po zakończeniu II wojny światowej kolekcji krakowskich muzeów poszukiwali równocześnie pracownicy grup rewindykacyjnych i liczne instytucje krajowe. W sprawę zaangażowana była również Polska Misja Wojskowa przy Sojuszniczej Radzie Kontroli, reprezentująca interesy Polski na forum powojennej Europy. Działalnością rewindykacyjną zajmowało się podległe Misji Biuro Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych ściśle współpracujące z Ministerstwem Kultury i Sztuki oraz jego przedstawicielami na terenie Niemiec (Karolem Estreicherem, Janem Morawińskim i Adamem Stebelskim).

Historia poszukiwań Kodeksu Behema oraz innych bezcennych dzieł sztuki znana jest dzięki kilku dokumentom, które spoczywają w polskich i amerykańskich archiwach. Wśród nich są m.in. raporty i notatki przedstawiciela rządu polskiego ds. rewindykacji prof. Karola Estreichera. Estreicher już w listopadzie 1945 r. przyjechał do Neuhaus w Bawarii, gdzie znajdowała się posiadłość Hansa Franka. Nie natrafił jednak na polskie zbiory muzealne. W trakcie rozmów ze służącymi gubernatora (w większości przymusowymi robotnikami) profesor dowiedział się, że dzieła sztuki zostały zabezpieczone przez Amerykanów w maju 1945 r. Wśród nich był m.in. bezcenny Kodeks Behema, co potwierdzały zeznania zebrane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz śledztwo Karola Estreichera. Sam gubernator Frank wyjeżdżając samochodami osobowymi nie mógł ze sobą zabrać zbyt wielu rzeczy. Wywiózł zdaje się jedynie kilka najcenniejszych przedmiotów artystycznych, wśród nich Kodeks Behema (XVI w.), ornat Piotra Kmity z Wawelu (XVI w.), kasetę z kości słoniowej (XVI wiek), figurę Madonny z Krużlowej (XV w.), portret kardynała przypisywany Rafaelowi.1

O fakcie wywozu z Krakowa zbiorów wawelskich informował również prof. Adolf Szyszko-Bohusz, przedwojenny kierownik odbudowy i konserwacji dawnej siedziby królewskiej. Przebywając przez cały okres okupacji w Krakowie był świadkiem grabieży bezcennych dzieł sztuki. W apartamentach swoich na Wawelu zgromadził Frank i pokazywał jako własne, podarowane mu przez Hitlera następujące przedmioty: 1. Ornat Kmity, wyszywany perłami z czasów wieku XVI, pochodzący z Katedry Wawelskiej, 2. Kodeks Baltazara Behema z Biblioteki Jagiellońskiej, ilustrujący życie krakowskich cechów... Wszystkie te przedmioty zabrał ze sobą w czasie ucieczki z Krakowa.2

Biblioteka Jagiellońska starała się pomóc prowadzonemu śledztwu, przygotowując spisy zagrabionych zbiorów i wysyłając stosowne prośby do przedstawicielstw państw koalicji antyhitlerowskiej. Kodeksu Baltazara Behema i bezcennych rycin stanowiących własność Jagiellonki poszukiwano ze szczególnym naciskiem. Świadczy o tym pismo z 3 grudnia 1945 r. wysłane przez dyrektora Edwarda Kuntze do Ambasady Brytyjskiej w Warszawie. ...Dość powiedzieć, że 31 rycin (unikatów) ukradzionych z Gabinetu Rycin Biblioteki Jagiellońskiej przedstawia wedle cen płaconych w roku 1939 wartość ok. 650 000 franków szwajcarskich, nie licząc wartości druku Baemlera Passio etc z roku 1475, będącego unikatem oraz wartości sławnego "Codex picturatus" Baltazara Behema (podkreślenie autora), którego wartość w pieniądzach trudna jest do określenia, gdyż to bardzo wybitne dzieło nie posiada wśród zabytków malarstwa książkowego na przełomie wieków XV/XVI swojego odpowiednika, a dla historii kultury polskiej jest bezcenne....3

Starania polskich rewindykatorów i dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej zakończyły się sukcesem. Po aresztowaniu Hansa Franka dzieło Baltazara Behema wraz z innymi depozytami zostało przekazane do jednego z Punktów Zbiorczych, gromadzących odnalezione przez aliantów muzealia. Ich weryfikacją zajęto się już w czerwcu 1945 r., ale skomplikowane procedury rewindykacyjne spowodowały, że na zwrot polskiej własności musieliśmy czekać jeszcze wiele miesięcy. Dopiero 30 kwietnia 1946 r. Kodeks Behema został oficjalnie przekazany Polsce wraz z ołtarzem Mariackim, obrazami Leonarda da Vinci (Portretem Cecylii Galerani) i Rembrandta (Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem) oraz innymi skarbami kultury zrabowanymi przez Niemców w czasie wojny.
Los był łaskawy dla Kodeksu Baltazara Behema. Do dnia dzisiejszego znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej. Inne bezcenne dzieła sztuki wciąż pozostają zaginione...

PRZYPISY:

1 Pismo dr K. Estreichera do Biura Rewindykacji UNRRA z 3 maja 1950
2 Zeznanie prof. Adolfa Szyszko-Bohusza z 23 lutego 1946 roku
3 Pismo Edwarda Kuntze do Ambasady Brytyjskiej w Warszawie z 3 grudnia 1945 roku

W materiale wykorzystano dokumentację MKiDN, AAN, IPN, NARA

Wersja do druku