Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Ważny każdy szczegół

Wolsztyn, malownicza miejscowość z wąskimi uliczkami, białym barokowym kościołem i zabudową wciśniętą pomiędzy dwa jeziora Wolszyńskie i Berzyńskie, w których wodach odbijają się sylwetki niewysokich czerwonych domków, przed II wojną światowa znajdowało się na zachodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Stamtąd do niemieckiej granicy było zaledwie 5 kilometrów.

Tam właśnie, przed II wojną światową, w mieszkaniu doktora Edmunda Modlińskiego, syna wielce zasłużonego burmistrza miasta Klemensa Modlińskiego, wisiał w salonie duży obraz Kossaka. W obliczu zbliżającej się wojny, jako jeden z cenniejszych przedmiotów został wyjęty z ram, zwinięty i wysłany pocztą do Chęcin koło Kielc do klasztoru ss. Bernardynek, gdzie przełożoną była siostra Klara Tuszewska, siostra matki właściciela obrazu. Przesyłka nigdy nie dotarła na miejsce przeznaczenia. Być może podzieliła los innych obiektów przewożonych koleją, które bądź zostały zbombardowane, bądź przejęte przez wojska niemieckie.

O tym, że obraz ten wisiał niegdyś u państwa Modlińskich świadczyła tylko niewielka, bo mierząca zaledwie 5 na 7,5 centymetrów czarno-biała fotografia z białą obwódką zakończoną zgodnie z panującą modą falistymi ząbkami, wykonana prawdopodobnie w końcu 1938 roku. Przedstawia ona dr Edmunda Modlińskiego wraz z żoną Zofią, synkiem Adamem i kilkumiesięczną córeczką Zosią. Nad zgrupowaną na kanapie rodziną znalazł się przypadkowo w kadrze niewielki fragment obrazu, przedstawiający dwa psy, które goniąc się uskakiwały spod kopyt galopujących koni.

Z zawieruchy wojennej ocalała pozostawiona na strychu rama. Dzięki niej można dokładnie poznać wymiary obrazu, które wynosiły 69?x106,5 cm. Jednak treść płótna była dla pana Adama Modlińskiego zagadką. Przez wiele lat zastanawiał się, co przedstawiał ten obraz, który tak fascynował go w dzieciństwie. Wiedział tylko, że był to obraz Kossaka, ale nie pamiętał, czy namalował go Wojciech, czy jego syn Jerzy. Próbował odnaleźć go w albumach i na starych pocztówkach, jednak bezskutecznie. W końcu dowiedziawszy się, że w Ministerstwie Kultury znajduje się biuro, które zajmuje się stratami wojennymi, postanowił tam się zwrócić, w nadziei, że może jego pracownicy znajdą odpowiedź na nurtujące go pytanie.

Sprawa była o tyle łatwa, że zarówno Wojciech Kossak, jak i Jerzy często malowali repliki bardziej popularnych obrazów. Po zeskanowaniu zdjęcia i powiększeniu widocznego fragmenty obrazu, w rogu uwidoczniła się sygnatura artysty: Jerzy Kossak. Mając już taką wskazówkę, można było się pokusić o poszukanie utrwalonego na zdjęciu detalu wśród dzieł tego artysty. W albumie prac Jerzego Kossaka opracowanym przez Kazimierza Olszewskiego (Wrocław 1992) ilustracja 223 prezentowała namalowany w 1933 roku obraz Wesele krakowskie jedzie z przodu, na czele którego biegły owe dwa pieski, choć inaczej ułożone były końskie kopyta. Reprodukcja ta zapewne przedstawiała jedną z wersji tego przedstawienia. Inna w listopadzie 2002 roku pojawiła się w "Rempexie". Było to Wesele krakowskie sygnowane Jerzy Kossak 1933. Rozbawione pieski, znacznie od siebie oddalone i umieszczone wyżej w stosunku do dolnej krawędzi i narożnika obrazu, niż to miało miejsce na sfotografowanym fragmencie obrazu, już nie czuły zagrożenia ze strony zbliżającej się kawalkady. Dzięki tym dwom replikom i porównaniu grup psów i koni, można było zawyrokować, że zaginiony obraz był jeszcze jedną wersją owego tematu.

Dzięki dociekliwości pana Adama Modlińskiego oraz przeprowadzonym na jego prośbę poszukiwaniom i badaniom porównawczym, można było w przybliżeniu ustalić, jak zapewne wyglądał zaginiony obraz, a znając dokładne jego wymiary i mając zdjęcie fragmentu wraz z sygnaturą artysty, można było obraz wprowadzić do komputerowej bazy danych oraz będzie można w przyszłości opublikować w kolejnym tomie strat wojennych malarstwa polskiego.

Wersja do druku