Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Kradzież Kossaków

Muzeum znanej w XX-leciu pisarki - Zofii Kossak-Szatkowskiej znajduje się w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. W czasie, kiedy Kossakowie zamieszkali w XVIII-wiecznym dworze, budynek ten był domem ogrodnika pracującego w majątku.

Górecka siedziba Kossaków spłonęła w 1945 r., w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. W 1957 r. Zofia Kossak i jej mąż - Zygmunt Szatkowski wrócili do Polski z dwunastoletniej emigracji. Zamieszkali wówczas w tzw. domku ogrodnika, gdzie dzisiaj mieści się muzeum biograficzne pisarki. Na rok 2003 przypadają aż trzy okrągłe rocznice 35-lecie śmierci pisarki, 30-lecie istnienia muzeum jej imienia i, ostatnie z nich, niechlubna - to 10 rocznica kradzieży w Górkach.

Mąż Zofii Kossak - Zygmunt Szatkowski przekazał część zbiorów na rzecz skarbu państwa i sam został pierwszym kustoszem utworzonego muzeum biograficznego. Niestety, czasy nie sprzyjały propagowaniu biografii i twórczości autorki Krzyżowców, która jako pisarka katolicka była niewygodna dla ówczesnych władz. Niewiele więc mówiono i pisano na jej temat, a fakt, że w niewielkiej podbeskidzkiej miejscowości znajdują się cenne zbiory, nie był powszechnie znany. Zofia Kossak była w prostej linii spokrewniona z niepospolitą rodziną Kossaków, Była wnuczką Juliusza i bratanica Wojciecha. (Jej ojciec - Tadeusz i Wojciech Kossak byli braćmi bliźniakami) W domu pisarki zawsze znajdowało się sporo obrazów, w tym poczesne miejsce zajmowały obrazy Kossaków. Po 1989 r., po zmianach politycznych w Polsce, o Zofii Kossak mówić i pisać zaczęto znacznie więcej, więc i same Górki Wielkie jako siedziba muzeum pisarki, były częściej odwiedzane. Niestety, jedynym zabezpieczeniem cennych zbiorów były kraty i kłódki. Dopiero po pamiętnej kradzieży zamontowano dodatkowe zabezpieczenia i system alarmowy. Fakty dotyczące włamania odtworzyć można na podstawie wypowiedzi prasowych, postanowienia o umorzeniu śledztwa z grudnia 1993 r., a także wypowiedzi osób, które pamiętają omawiane zdarzenie.

Według dokumentów, włamanie do budynku i kradzież dzieł sztuki nastąpiła w okresie od 28 do 30 czerwca 1993 r. Złodzieje zniszczyli kłódki zabezpieczające kratę, weszli tylnym wejściem i spenetrowali cały budynek. Zniknęło aż 13 obrazów - w tym pięć dzieł Wojciecha Kossaka i siedem Juliusza. Jeden z obrazów malował Czesław Kuryatto. Był to Portret Tadeusza Kossaka. Ten właśnie obraz udało się odzyskać podczas próby sprzedaży. Pozostałych dwunastu nie odnaleziono i śledztwo zostało umorzone.

W sprawie tej jest wiele niewyjaśnionych, zagadkowych wątków. Pierwszy z nich to odnalezienie jednego ze skradzionych obrazów, który - prawdopodobnie zabrany przez pomyłkę - nie był płótnem żadnego z Kossaków, więc dane mu było wrócić do góreckiego muzeum. Dlaczego wówczas nie udało się trafić na ślad złodziei? Drugi zbieg okoliczności odnotowała prowadząca śledztwo Prokuratora Rejonowa w Cieszynie. Chodzi o to, że trzy spośród skradzionych dzieł sztuki prezentowano rok wcześniej na wystawie w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Może więc wtedy złodzieje, albo ci, którzy zlecili kradzież, usłyszeli o interesujących eksponatach przechowywanych w niewielkiej miejscowości na Śląsku Cieszyńskim, a dalsze "rozpoznanie" prowadziło do wniosku, że obiekt nie jest należycie strzeżony?

Dziesięć lat po włamaniu i kradzieży nadal mamy nadzieję na odzyskanie cennych eksponatów. Zarówno Muzeum, będące oddziałem Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie, jak i Fundacja im. Zofii Kossak zabiega przede wszystkim o to, by przekazywana była informacja na temat skradzionych obrazów. W tym celu eksponujemy je na naszej stronie internetowej (www.zofiakossak.pl), wydany został także cykl widokówek prezentujących skradzione płótna. Może zbieg okoliczności spowoduje, że choć część kolekcji powróci do Górek Wielkich.

Wersja do druku