Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Starożytni rabusie (4) - grabieżcy świątyń

U schyłku XX dynastii nad całym obszarem nekropoli tebańskiej dominowały trzy świątynie grobowe wzniesione przez wielkich faraonów minionych wieków. Na północnym krańcu tego obszaru, dokładnie na wprost wielkiej świątyni Amona w Karnaku, wznosił się kompleks świątynny Seti I, władcy z początków XIX dynastii.

Zbudowana przez jego syna, wielkiego Ramzesa II, świątynia grobowa znana dzisiaj jako Ramesseum znajdowała się dokładnie w centrum tego obszaru. W okresie świetności egipskiego imperium świątynia ta wraz z przylegającymi do niej biurami, warsztatami i magazynami, pełniła funkcję głównego ośrodka administracji na nekropoli tebańskiej. W schyłkowym okresie Nowego Państwa została jednak zastąpiona w tej roli przez wielki kompleks świątynny wzniesiony przez Ramzesa III w Medinet Habu, wzorowany zresztą na fundacji jego wielkiego imiennika - Ramzesa II. Wokół trzech wielkich świątyń powstały osady zamieszkiwane głównie przez kapłanów, ale również urzędników administracji i rzemieślników zatrudnionych w świątynnych majątkach i na nekropoli. Wśród tych ostatnich widzimy brązowników, rybaków, pasterzy, praczy, wytwórców sandałów, garncarzy, robotników rolnych i ogrodników, stajennych, pszczelarzy, piekarzy, wytwórców piwa, stolarzy i murarzy. Całe życie tych ludzi toczyło się w cieniu wyniosłego masywu Góry Tebańskiej, w mieście umarłych, gdzie od wieków grzebano mieszkańców Teb.


W jednej z takich osad, położonej w pobliżu świątyni grobowej Ramzesa II i pozostającej pod nadzorem kapłana Chaemope, zamieszkiwało trzech synów niejakiego Pajcharu - Hori, Pajsen i Nesamon. Ich skromne domostwa sąsiadowały ze sobą, zaś w pobliżu znajdowały się domy ich kolegów, których imiona również przetrwały do naszych czasów - Hori, syn Sedy, Setehmose, syn Hapiura, Kadżere, syn Penunhora, Usermaatre-anch, syn Setehmose, Ker, syn Chaemope ... Wszyscy oni byli kapłanami niższej rangi, noszącymi tytuł "czysty", wiążący się z nakładanym na nich wymogiem zachowania czystości rytualnej. O brzasku, gdy ciemne niebo rozjaśniało się na wschodnim horyzoncie, ponad bezmiarem pustyni położonej na prawym brzegu rzeki, przystępowali oni do pełnienia swych codziennych powinności, obmywszy się rytualnie w chłodnej wodzie Nilu. W ciszy przedświtu przemierzali szerokie dziedzińce świątyni, pośród majaczących w mroku gigantycznych posągów faraona i stel pokrytych hieroglifami upamiętniającymi jego wojenne czyny. Wkraczali do obszernych sal, których stropy wspierały się na dziesiątkach smukłych kolumn o kapitelach w kształcie zamkniętych pąków papirusu, zaś ściany zdobiły wizerunki potężnych bogów. Niezmąconą ciszę poranka rozpraszały tylko ich kroki na kamiennych posadzkach i skrzypienie drewnianych wrót, przez które wchodzili do pogrążonych w mroku pomieszczeń, rozświetlając je nikłym płomieniem trzymanych w ręce kaganków. Gdy czerwone słońce oświetlało swymi promieniami wyniosłe masywy zwróconych ku wschodowi pylonów, ponad ciszą pustyni rozlegał się nostalgiczny śpiew obwieszczający narodziny boga-słońce. Był to znak, że w komnatach położonych w głębi świątyni przystępowano do celebrowania tajemnych rytuałów ku czci bogów i ubóstwionych faraonów. Spowici dymem wonnych kadzideł, odziani w białe szaty kapłani recytowali teksty świętych rytuałów i składali ofiary przed posągami bóstw. Jak zawsze od tysięcy lat, jeszcze raz powtarzało się odwieczne misterium narodzin, powrotu do życia z mroków nocy ...


Powinności rytualne kapłanów nie przysłaniały bynajmniej ich obowiązków związanych z funkcjonowaniem świątyni jako centrum gospodarczego i administracyjnego, jakim w istocie rzeczy zawsze pozostawała. Był więc ten zamknięty świat widownią codziennej krzątaniny, związanej z administrowaniem i pomnażaniem jej dóbr. Nie bez znaczenia było utrzymanie w należytym porządku sprzętów liturgicznych, świętych zwojów i szat. Działalność ta wypełniała bez reszty cały dzień służby kapłańskiej. Nie ustawała ona nawet wówczas, gdy słońce długimi cieniami kładło się na skałach okalających tebańską nekropolę, gdy śpiewaczki w świątyni zawodziły przeszywające serce hymny ku czci zachodzącego słońca, gdy szczyt świętej góry skrywał się w mroku, odcinając się czarną sylwetą na tle jasnego jeszcze nieba na zachodnim nieboskłonie. Przez całą noc czuwali w świątyni kapłani odpowiedzialni za śledzenie ruchu gwiazd na nocnym niebie, poprzez dwanaście godzin nocy, kiedy to zmarły władca przemierzał zaświaty w łodzi boga-słońca, by narodzić się na nowo o poranku.


Gromadzone przez pokolenia skarby świątyni, drogocenne naczynia i posągi, sprzęty pokrywane złotą blachą, złote i srebrne wykładziny rozmaitych detali architektonicznego wystroju, wszystkie te bogactwa stanowiły oszałamiającą oprawę codziennych rytuałów i odświętnych uroczystości, jakie miały miejsce w świątyni. Blask złota i srebra olśniewał tych którzy wkraczali do świętego przybytku, wzbudzał też jednak trudną do odparcia pokusę, by zagarnąć choć część tego, co dzięki zapobiegliwości kapłanów i hojności faraona wypełniało świątynne skarbce i podwórce. Jak informują starożytne papirusy datujące się na schyłek okresu Nowego Państwa, żądza złota zawładnęła również sercami niektórych spośród świątobliwych sług świątyni. Dochodzenie wszczęte przez arcykapłana świątyni Amona wykazało, że w sprawę zamieszani byli kapłani niższej rangi pełniący służbę w świątyniach grobowych Ramzesa II i Ramzesa III. Inicjatorem całego procederu był, jak się zdaje, kapłan Amenchau, syn Bakptaha, mieszkający w pobliżu świątyni Ramzesa III. O współudział oskarżono jednak również pisarza świątynnego, niejakiego Sedy. Korzystając z pełnionych przez siebie obowiązków, do których należało między innymi dokonywanie okresowych inspekcji i inwentaryzacji zgromadzonych w świątyni dóbr, Sedy przez dłuższy czas skutecznie ukrywał przed zwierzchnikami zło dziejące się za fasadą nabożnych rytuałów. Nie ulega wątpliwości, że czerpał z tego niemałe zyski, skoro, jak ustalono, łupem złodziei padło 27 kilogramów srebra i 8 kilogramów złota. Wykonawcami złodziejskiego procederu byli jednak kapłani niższej rangi oraz osoby wchodzące w skład cywilnego personelu świątyni. Wśród nich widzimy również wzmiankowanych wcześniej trzech synów Pajcharu, oraz ich sąsiada, kapłana Ker. Oni też złożyli wyczerpujące zeznania przed sądem, który zebrał się w drugim miesiącu pory wylewu, gdy wody wzbierającego Nilu zalały czarną ziemię Egiptu.


"Przesłuchanie kapłana i ogrodnika świątyni imieniem Ker. Wysłuchano jego zeznań. (Sędziowie) powiedzieli do niego: Opowiedz historię swoich czynów, gdy wraz ze swymi kamratami odzierałeś ze złota węgary (świątynnej bramy). On odrzekł: Skryba świątynny Sedy udał się wraz kapłanem i złotnikiem Tuti do (tychże) wrót. Zdarli z nich 1 deben i 3,5 kite1 złota i zabrał on to (złoto) do dowódcy łuczników Pameniu. Jeszcze raz poszliśmy do tej bramy i zabraliśmy 3 kite złota. Wtedy było nas czterech: oprócz mnie skryba świątynny Sedy, kapłan Tuti i kapłan Pajsen. I jeszcze raz udaliśmy się do tychże wrót, wraz ze skrybą świątynnym Sedy i kapłanem Nesamonem - wówczas zabraliśmy 5 kite złota i podzieliliśmy (je) między siebie. Raz jeszcze poszliśmy do tych wrót, (a był) ze (mną) kapłan Hori, syn Pajcharu, skryba świątynny Sedy oraz kapłan Nesamon. I ponownie zabraliśmy 5 kite złota, za które zakupiliśmy w mieście zboże, i podzieliliśmy je między siebie. Po kilku dniach skryba świątynny Sedy udał się (tam) jeszcze raz, wiodąc ze sobą trzech ludzi. Znowu poszli oni do (tych) wrót i zabrali 4 kite złota - podzieliliśmy je pomiędzy sobą i nim. Po kilku dniach Pameniu, nasz przywódca, pokłócił się z nami mówiąc: Nie daliście mi nic. Udaliśmy się więc ponownie do tejże bramy i zabraliśmy z niej 5 kite złota. Za złoto zakupiliśmy wołu i daliśmy go Pameniu. Lecz oto (do uszu) pisarza królewskich rejestrów Setehmose doszło słowo w tej sprawie i zagroził nam mówiąc: Pójdę do arcykapłana Amona, aby donieść mu o tym. Wzięliśmy przeto 3 kite złota i wręczyliśmy je pisarzowi królewskich rejestrów Setehmose. I jeszcze raz poszliśmy dając mu 1,5 kite złota. Łączna ilość złota jakie otrzymał pisarz królewskich rejestrów Setehmose: 4,5 kite.


Wiele dni później kapłan Hori wyszedł nocą wraz z kapłanem Tutu i weszli oni do (Domu Złota(2, i zdarli kawałek złota z węgarów (drzwi). Lecz my pochwyciliśmy ich i przekazaliśmy skrybie Sedy. Ten wziął (złoto), kazał je przetopić i dał je Pameniu.


I rzekł on3: kapłan Tutu i kapłan Nesamon poszli do (Wrót Nieba(4, podłożyli pod nie ogień, zdjęli z nich (całe) złoto i zagarnęli je wraz z pisarzem Sedy.


I powiedział (jeszcze): Poszliśmy znowu do węgarów (bramy); razem było nas trzech; i zdarliśmy 3 kite złota, które podzieliliśmy między siebie. Po kilku dniach również skryba Sedy poszedł do (tych) węgarów wraz ze złotnikiem Tuti i zabrali oni 3 kite złota i ukradli je.


Powiedział (jeszcze): Poszliśmy do węgarów świątynnej bramy. Lecz książę Teb zachodnich posłyszał o tym i posłał ludzi. I stwierdzono wtedy [...]."


Dalszy ciąg tekstu jest częściowo uszkodzony, i choć jego zrozumienie nastręcza wiele trudności, jedno nie ulega wątpliwości: interwencja burmistrza Teb zachodnich wcale nie położyła kresu tej fali grabieży. Wręcz przeciwnie, proceder zataczał coraz szersze kręgi, o czym świadczyć mogą dalsze zeznania, jakie w tej sprawie złożyli kapłani Pajsen i Nesamon, synowie Pajcharu. Z tych oraz innych dokumentów pochodzących z nekropoli tebańskiej dowiadujemy się, że łupem złodziei padały nie tylko złote wykładziny świątynnych bram, sprzętów i posągów, ale również drogocenne naczynia i amulety. W wysokiej cenie było też drewno, zwłaszcza cenne, importowane gatunki. Wyrywano przeto cedrowe deski z podłóg świętych pomieszczeń, demontowano drewniane kaplice, przywłaszczano sobie drewniane skrzydła drzwi i drewniane sprzęty przechowywane w świątyni. Posunięto się nawet do tego, że cięto na deski drewniane posągi: "Zarzut dotyczący trzech kawałków drewna mery (uzyskanych) z wielkiego posągu z dziedzińca świątyni, który skryba Sedy dał pisarzowi armii ze świątyni Amona, imieniem Aaner. Stolarz Pajsen pociął go. Następnie pisarz armii Aaaner posłał do niego jeszcze raz mówiąc: Przyślij mi kaplicę z drewna cedrowego. I skryba Sedy dał mu kaplicę, która mierzyła dwa łokcie wysokości5." Znany jest wypadek, że z czterech desek cedrowych pochodzących ze świątyni grobowej Ramzesa II wykonano sarkofag antropoidalny: "... skryba Sedy dał (deski) pani Taherer, żonie boskiego ojca6 Hori; on dał je stolarzowi Achauty, z kaplicy grobowej Huy, ten zaś wykonał dla niej sarkofag antropoidalny."


Bezczelność rabusiów nie znała żadnych granic. Swoich czynów dokonywali nawet w świetle dnia: "... zabrał mnie ze sobą do świątyni (króla) Usermaatre-Miamun7 w porze południa. Przyniósł lektykę wykonaną z drzewa keti należącą do króla Aacheperre. Położył ją przede mną i kazał zedrzeć z niej całe złoto [...]. Wziął je ode mnie, po czym obrócił mnie i wyrzucił poza drzwi komnaty wiodącej do skarbca. Sam obrobił je (tzn. złoto) razem ze złotnikiem Amenchau, synem Bakszeri. Nie dał mi nawet kite (złota)."


Najwyraźniej rabusie czuli się całkowicie bezkarni, choć ryzykowali wiele. W każdej chwili groziło im zesłanie do prac w kamieniołomach i kopalniach złota w Nubii, a nawet okrutna śmierć przez wbicie na pal. Tym, którzy mogli ich zadenuncjować bądź mieli jakiekolwiek skrupuły, oferowali hojne łapówki. Nie starali się nawet ukryć skutków swojej działalności. Niejaki Penwenhab złożył zeznanie w sprawie posągu boga Nefertuma, znajdującego się w jednej z kaplic świątyni grobowej Ramzesa II. Rabusie zdarli z niego złotą folię o wadze 4 debenów i 6 kite, następnie stopili i podzielili między sobą, zaś "bóg faraona8 do dzisiejszego dnia pozostaje ogołocony, i nie został (ponownie) pozłocony".


Taki stan rzeczy nie mógł jednak trwać długo. Informacje o tym co działo się w świątyniach na zachodnim brzegu Teb dotarły w końcu do samego faraona. Tak w każdym razie zakończyła się sprawa kradzieży srebra i złota ze świątyni grobowej Ramzesa III w Medinet Habu. W 2 roku tzw. Ery Odrodzenia, zapoczątkowanej przez arcykapłana Herhora, wszczęte zostało dochodzenie na skutek doniesienia kapłana tej świątyni Amenmose, jakie ten złożył bezpośrednio przed oblicze faraona. Reakcja władz była natychmiastowa. Prefekt Teb a zarazem wezyr, jak również nadzorca skarbca królewskiego i królewskich spichlerzy otrzymali polecenie Faraona, by zająć się tą sprawą. Przesłuchano pisarza armii pełniącego swe funkcje w świątyni Ramzesa III, imieniem Kaszuti. Jego imię pojawia się również w dokumentach dotyczących innych kradzieży, nic więc dziwnego, że był doskonale zorientowany w szczegółach grabieży dokonujących się w świątyniach. I tym razem spisano szczegółowe zeznania, odsłaniające przed nami kulisy wydarzeń sprzed trzech tysięcy lat, choć ostateczny finał tej, jak i innych podobnych spraw, nie jest nam znany.


Kapłani tebańskich świątyń nie byli jedynymi, którzy sprzeniewierzyli się swemu powołaniu. Kilkadziesiąt lat wcześniej podobne wydarzenia wzburzyły mieszkańców Elefantyny, wyspy położonej w pobliżu pierwszej katarakty nilowej. Od wieków wyspa i miasto położone na prawym brzegu rzeki zawdzięczały swój dobrobyt szczególnemu położeniu u wrót Nubii. Choć polityczna granica Egiptu dawno temu przesunęła się daleko na południe, Elefantyna dawała dostęp do położonych na południu krain, obfitujących w egzotyczne towary - bogactwa afrykańskiej sawanny, a zwłaszcza w złoto, które w ogromnych ilościach sprowadzano z położonych na pustyni nubijskiej kopalń. Schyłek Nowego Państwa nie był jednak z pewnością okresem szczególnej prosperity, a pogarszające się warunki życia odczuli również kapłani położonej na wyspie świątyni boga Chnuma. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć dlaczego zajęli się tak ryzykownym procederem, jak ograbianie swego boga z bogactw nagromadzonych w jego świątyni. Ich przywódcą był kapłan Penanuke, zaś grono osób czerpiących zyski z grabieży rozszerzało się, bowiem członkowie złodziejskiej szajki hojnymi łapówkami kupili sobie przychylność lokalnych przedstawicieli władz. Wszystko zaczęło się od tego, że Penanuke zdecydował się sprzedać święte zwierzęta boga Chnuma, należące do świątyni. Później zaczął przywłaszczać sobie cenne przedmioty ze świątynnego skarbca. Tego było jednak za wiele dla tych kapłanów, którzy nie mogli zaakceptować takich metod działania. Penanuke zdecydował się przeto wprowadzić do służby świątynnej nowych, przychylnych sobie kapłanów, zaś opornych w brutalny sposób uciszył: jednemu obciął uszy, drugiemu wyłupił oczy a na dokładkę spalił kilka domostw. Wyżej postawionych dostojników przekupiono, dzięki czemu kapłani świątyni Chnuma poczuli się bezkarni na tyle, że odważyli się ograbić skarbiec bogini Anukis, a na domiar złego spustoszyli świątynne magazyny, wynosząc z nich zboże, płótno, odzież i wszelkie inne dobra. Sytuacja stała się krytyczna i trudno sobie wyobrazić jaki byłby rezultat tych bezprzykładnych ekscesów, gdyby władze nie położyły kresu anarchii. W odpowiedzi na skargi najbardziej pokrzywdzonych wszczęto bowiem dochodzenie, które ujawniło wszelkie bezeceństwa, jakich dopuścili się Penanuke i jego wspólnicy. Tyle mówią zachowane do naszych czasów papirusy; reszta ... jest milczeniem.

Wersja do druku