Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Wielki rabunek

W sierpniu 1987 r. Johann Georg Stein, znękany dwudziestoletnimi poszukiwaniami Bursztynowej Komnaty popełnił samobójstwo, raniąc się ostrymi narzędziami: nożyczkami, nożem i skalpelem, choć wszystko wskazywało, że był bliski osiągnięcia celu.

W Europie nie potrzebujemy już jej szukać - napisał na tydzień przed śmiercią do przyjaciela. - Od dawna jest ona w Ameryce. Ze znalezionych przeze mnie dokumentów wynika, że z Królewca przetransportowano 20 skrzyń na ciężarówkach wojskowych Międzynarodowego Czerwonego Krzyża opatrzonych szwajcarskimi numerami rejestracyjnymi do Niemiec Środkowych. Skarb chroniony przez oddział SS pod dowództwem Obergruppenführera SS dra Kammlera na początku kwietnia 1945 r. został złożony w pewnej kopalni soli. Według mnie była nią Grasleben koło Helmstedt.

W momencie samobójczej(?) śmierci Steina jego dokumenty, jak też całe osobiste archiwum zniknęło bez śladu. Wiele przemawia za tym, że przypuszczenia Niemca były słuszne. W przypadku kopalni Grasleben, Stein odkrył tajemnicę dotychczas pilnie ukrywaną przez Amerykanów. Według poszukiwacza nie odpowiadała prawdzie oficjalna wersja o amerykańskiej okupacji tego obszaru, zajętego w dniu 12 kwietnia 1945 r. Głosiła ona, że Amerykanie nie podejmowali jakichkolwiek przedsięwzięć wobec dóbr ukrytych w sztolniach kopalni, ponieważ zgodnie z ustaleniami wojsko nie miało zamiaru okupować tych okolic. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.

Żadna kopalnia nie była tak oblegana, jak Grasleben - pisał do przyjaciela Stein. Początkowo nawet budynek sztabu otoczono czołgami i nie dopuszczano doń nikogo z dawnego kierownictwa kopalni. W efekcie wszyscy Niemcy z nadzoru technicznego zostali wyłączeni ze zjazdów do szybu.
Rektor szkoły w Grasleben zanotował w dzienniku pod datą 27 sierpnia 1945 r.: Amerykanie na dwa dni ustawili wokół głównego szybu artylerię przeciwlotniczą. Tak chronieni funkcjonariusze amerykańskiej tajnej służby mogli bez przeszkód grzebać w wydobytych na powierzchnię skrzyniach opieczętowanych znakami muzeów berlińskich.

Kiedy ocalałe zbiory inwentaryzowano w brytyjskim magazynie sztuki (Zonal Fine Repository), kierownik zbiornicy Lothar Pretzell stwierdził, że liczne skrzynie wskazywały oznaki poważnego rabunku. Szczególne wzburzenie Pretzella wywołała skrzynia oznaczona symbolem "A 66" z berlińskiego działu antyków. Stwierdzono w niej brak 232 eksponatów ze światowej sławy zbioru wyrobów ze złota z Gans, w tym: klipsy, obrączki, łańcuchy, wisiorki, diademy i naszyjniki. Wieloletnie śledztwo prowadzone przez Scotlad Yard pewnego dnia zostało nieoczekiwanie zakończone bez oficjalnego przedstawienia jakiegokolwiek bądź pretekstu. Co więcej, listy przedmiotów zmagazynowanych w kopalni w momencie zajęcia Grasleben zostały skonfiskowane przez amerykański kontrwywiad i do dziś dnia uchodzą za zaginione.

Ich treść mogłaby zawierać największy ładunek wybuchowy, który w dwuznacznym świetle przedstawiłby działania wojsk okupacyjnych USA. Nie tylko chodziło tu o Bursztynową Komnatę. Oto pod koniec wojny w Berlinie wyleciał w powietrze jeden z trzech głównych magazynów przystosowany do chronienia przed nalotami skarbów muzeów berlińskich - wieża przeciwlotnicza Flakleturm Friedrichshain. W uszkodzonych przez pożar pomieszczeniach znaleziono nie odpalone ładunki zapalające połączone ze sobą jednym kablem.

Pierwsza inwentaryzacja rzekomo spalonych dzieł wykazała, że zniszczeniu uległo 441 obrazów, w tym: siedem dzieł Rubensa, trzy - Caravaggia i van Dycka. Prawdę o zbiorach zgromadzonych w Friedrichshain mogliby wyjaśnić niektórzy z pracowników muzeów berlińskich, którzy pakowali ostatnie transporty wywożone z Berlina. Zanim jednak można ich było o to zapytać, świadkowie odeszli z tego świata w tajemniczych okolicznościach. Prof. Karl Anton Neugebauer z działu antyków zmarł rzekomo na raka jelit w dniu przewidywanego zwolnienia ze szpitala po niewinnej operacji wyrostka robaczkowego. Cztery dni później w Berlinie otruł się cyjankiem dr Ernst Friedrich Bange z działu rzeźby, którego wiele zbiorów zniknęło. Profesora Gelpke, kierującego akcją przewożenia zbiorów Muzeum Etnograficznego do Grasleben, znaleziono zastrzelonego przy biurku w jego mieszkaniu - i tym razem oficjalna wersja głosiła samobójstwo.

Jankes doznał zawrotu głowy
Podobne tajemnicze rzeczy działy się w turyńskiej kopalni Merkers. Jezu - miał wykrzyknąć naczelny dowódca sił zbrojnych USA, gen. Eisenhower, kiedy 12 kwietnia 1945 r. w słabym świetle lamp kopalnianych oglądał zgromadzone tam skarby.
W ogromnej hali, 450 m pod ziemią, przed generałem ułożony w stosy leżał prawie cały majątek Rzeszy. Według późniejszych amerykańskich szacunków znajdowało się tam: 238 mln dolarów w złocie, banknoty niemieckie wartości 187 mln dolarów, 110 tys. funtów angielskich, 89 tys. franków, 4 mln koron norweskich. Przy tym we wnętrzu w 3000 skrzyń zapakowano 400 ton dzieł sztuki z 15 muzeów Berlina.
14 i 17 kwietnia 1945 r. dwoma konwojami ciężarówek, w wielkim pośpiechu, całe znalezisko Amerykanie przewieźli do budynku Banku Rzeszy we Frankfurcie. Mimo że 29 ciężarówek było eskortowanych przez pięć plutonów piechoty, dwa oddziały żandarmerii wojskowej, 10 ruchomych dział przeciwlotniczych, samoloty obserwacyjne i myśliwce Mustang, trzy z nich zaginęły bez śladu. Na jednej z nich miało być załadowane 20 skrzyń. Umieszczony na nich napis głosił:

Urząd Budownictwa Wodnego Królewiec
Strach przed rabującą zdobyczne tereny Armia Czerwoną i ciągłymi nalotami alianckich bombowców spowodował, że skarby przewożono przede wszystkim na Zachód. Co więcej, Niemcy wierzyli, że ciągnące stamtąd armie są bardziej "cywilizowane". Mylili się!
Sumner McCrosby, kierownik jednej z wojskowych komisji ochrony dzieł sztuki, w 1945 r. z zaniepokojeniem pisał: Pewni dowódcy wykorzystują dzieła sztuki jako należną rządowi USA zdobycz wojenną Stany Zjednoczone nie zamierzają domagać się odszkodowań w formie materiałów takich jak instalacje czy siła robocza, poza majątkiem kulturalnym.

Dla dyskretnych i szybkich działań pożyteczna okazała się tajna służba amerykańska OSS (Office of Strategic Service). Już w 1944 r. pod kryptonimem "Orion" na terenach okupowanych Rzeszy utworzono specjalną grupę operacyjną do spraw sztuki i dóbr kultury. Ówczesny kierownik Central Collecting Point Wiesbaden (Centralnej Zbiornicy Sztuki Amerykańskich Sił Zbrojnych w Wiesbaden), Walter Farmer, po latach wspominał z rozgoryczeniem: Nie mogliśmy tego pojąć, że my, Amerykanie, szykowaliśmy się zrobić dokładnie to, co na zdobytych terenach uczynił Hitler.

Wersja do druku