Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Wywiad z Sergem Cwajgenbaumem

Od kilku miesięcy toczy się we Francji ożywiona debata dotycząca kradzieży dzieł sztuki należących do wspólnoty żydowskiej, a dokonanej przez Niemców przy pomocy Francuzów w okresie drugiej wojny światowej.
Maya Gargulińska - od dwudziestu lat żyjąca w Paryżu i zaangażowana w dialog żydowsko-polski.
Serge Cwajgenbaum - Sekretarz Generalny Żydowskiego Kongresu Europejskiego.

M.G. - Kiedy, w jaki sposób i na jaką skalę kradzież ta została zorganizowana?
S.C. - Już w 1939 roku rząd francuski organizuje przetransportowanie kolekcji znajdujących się w muzach paryskich i ukrycie ich w zamkach na prowincji. W 1940, Niemcy po wkroczeniu do Paryża utworzyli specjalne ekipy, mające na celu odszukanie tych dzieł i skoncentrowanie ich w jednym punkcie.
M.G. - Z tego co wiemy, takim "punktem" było muzeum Jeu de Paume.
S.C. - Tak, i tutaj właśnie odbywała się selekcja, klasyfikacja, a następnie rejestracja dzieł. Prace te nadzorował konserwator muzeum Pani Rose Valland, Francuzka, która opisała w jaki sposób stworzyła ten ogromny rejestr w książce p.t. "Le Front de l'Art" wydanej przez "PLON" w latach pięćdziesiątych. Osoba ta była odpowiedzialna również za konserwację dzieł zrabowanych Żydom.
M.G. - Ktoś jednak musiał z nią współpracować lub nadzorować te prace?
S.C. - Oczywiście. Była ona w ścisłym kontakcie z Rosenbergiem, odpowiedzialnym za specjalną sekcję Vaffen SS, która należała do Gestapo. Zadaniem tej "jednostki" było rabowanie i przewóz do Niemiec dzieł sztuki szczególnie tych, które były własnością kolekcjonerów żydowskich. Rose Valland była świadkiem masowego wywozu dzieł sztuki całymi pociągami i ciężarówkami.
M.G. - Z tego co pamiętamy, inicjatorem tej akcji był Goering, wielki znawca i miłośnik sztuki.
S.C. - Tak, to właśnie on był autorem projektu stworzenia w Niemczech ogromnego muzeum sztuki. Był to świetny pretekst, aby zdobyć poparcie niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i jego pomoc w sfinansowaniu całej operacji, a celem rzeczywistym było przywłaszczenie sobie przez Goeringa najcenniejszych obiektów i wzbogacenie swojej prywatnej kolekcji.
M.G. - Największym paradoksem działalności Pani Valland jest fakt, że po wojnie, odznaczona w randze kapitana, została wydelegowana przez aliantów (USA i Francja) do Niemiec w celu odzyskania dóbr żydowskich i to właśnie dzięki jej rejestrowi udało się odnaleźć ich ślad.
S.C. - Niewątpliwie rola Rose Valland jest bardzo dwuznaczna; współpracująca w czasie wojny z rządem Vichy i z Gestapo, stała się prawie bohaterką narodową po wojnie. Jej książka, o której mówiliśmy przed chwilą, jest zimną relacją faktów i w żadnym momencie nie odczuwa się w niej najmniejszej emocji czy wzruszenia spowodowanego tym problemem natury moralnej. Podwójna gra? Jakie miała z tego korzyści? Wiele pytań się nasuwa, ale pozostaną one chyba bez odpowiedzi.
M.G. - Powróćmy do czasów dzisiejszych. Dlaczego ta afera wypływa na powierzchnię dopiero dzisiaj? Dlaczego przez 50 lat wspólnota żydowska nie domagała się swych praw do zrabowanych dzieł?
S. C. - Dobre pytanie! Wyobraź sobie nielicznych ocalonych z Shoah, w pełnym szoku poeksterminacyjnym, dla których głównym zadaniem po wojnie było nauczyć się żyć od nowa. Sprawy materialne były drugorzędne. Wielcy kolekcjonerzy stracili wszelkie środki finansowe niezbędne do wszczęcia procesów, a poza tym dowody praw własności zostały "zdmuchnięte" przez burzę wojenną. Przez 3 lata Paryż był największym centrum paserskim w Europie. Handlarze dziełami sztuki, pozbawieni wszelkich skrupułów, zrobili majątek na sprzedaży Niemcom i Szwajcarom dzieł skradzionych Żydom.
M.G. - Na jaką liczbę szacuje się ilość tych dziel? Chodzi mi zarówno o obrazy, jak i rzeźby, gobeliny, etc... ?
S.C. - 65 000. Około 40 000 odnaleziono i sprzedano na akcjach organizowanych przez francuskie Ministerstwo Kultury, a pieniądze zostały przelane do skarbu państwa.
M.G. - Czyli kontynuacja rabunku, tym razem pod egidą państwa. Można powiedzieć: kradzież zalegalizowana!
S.C. - Dokładnie. Poza tym, myślę, że gdyby mur berliński nie padł w 1989 r., wszystkie afery tego typu pozostałyby nie odkryte, a dzieła nie odzyskane.
M.G. - Nie bardzo widzę związek...
S.C. - Po prostu: nowe rządy dawnych państw komunistycznych rozpoczęły starania (dzięki nowym ustawom) o odzyskanie dóbr skonfiskowanych kościołom i synagogom w okresie powojennym. To właśnie przy tej okazji zaczęto mówić o rabunku dzieł należących do Żydów.
M.G. - Czy jest jakaś nadzieja na odzyskanie 16 000 dzieł, które do dziś nie zostały odkryte?
S.C. - 2000 z nich zostały zidentyfikowane i zarejestrowane przez MNR (Muzea Narodowe Restytucji). Niestety, odzyskanie ich jest wątpliwe. Znajdują, się wśród nich takie perły jak: Picasso, Dégas, C(zanne, Courbert, Manet, Boucher, Chardin, Ernst, Rodin ... Austriacy odzyskali kolekcję Manerbach, którą sprzedali w 1996 na aukcji wiedeńskiej, a uzyskane pieniądze ofiarowali "Ocalonym z Shoah". Uważam, że ten gest jest rodzajem pewnej "kompensaty".
M.G. - Dziękuję Ci serdecznie za tę ciekawą rozmowę.

Wersja do druku