Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Zaginione emalie ze zbiorów gołuchowskich

Kolekcje polskie nigdy nie były zasobne w zabytki emalierstwa limuzyjskiego. Jedynym zespołem o randze światowej był zbiór zgromadzony przez Izabellę z Czartoryskich Działyńską. Wnuczka twórczyni muzeum puławskiego, wychowywała się w tradycji kolekcjonerskiej, ale jej podejście do zbieractwa było już zupełnie inne.

W wielodziałowej i wielotematycznej kolekcji, gromadzonej w Paryżu, szczególne znaczenie miał zespół rzemiosła artystycznego okresu średniowiecza i renesansu, którego zwartym i najwspanialszym zbiorem były emalie. Limuzyjskie emalie wzbudzały zainteresowanie od końca XVIII w. Kolekcjonowali je Edme-Antoine Durant, Pierre Revoil, Edme du Sommerrad, twórca Musee du Cluny, Alfred Germeau, Alexandre-Charles Sauvageot. Także cudzoziemcy tworzyli swe zbiory w Paryżu, jak Aleksander Bazylewski, o którym wiemy, że sprzedał je w 1885 r. do Ermitażu. Moda na emalie powodowała potrzebę konserwacji, a przez to poznawanie technik, systematyzację zabytków, badania archiwalne, próby charakterystyk poszczególnych ateliers i w efekcie pierwsze publikacje fachowe z tej dziedziny. Na tym tle należy rozpatrywać zbieractwo Działyńskiej, które nie tylko miało swoje źródło w kolekcjonerstwie francuskim, ale i w pełni się w nie wpisywało. Pozwala też zrozumieć określenie przez Izabellę zbiorów puławskich jako le clarnier - śmietnik, na co skarżył się w 1869 r. jej brat, Władysław Czartoryski.

Pierwsze emalie stały się własnością księżnej przed rokiem 1852, bowiem Leon de Laborde w wydanym w tym roku opracowaniu emalii i jubilerstwa Muzeum Luwru kilkakrotnie powoływał się na zabytki z jej zbiorów. Były kupowane przede wszystkim w antykwariatach paryskich, rzadziej na aukcjach; na aukcji słynnej kolekcji Alfreda Germeau w 1868 r. Działyńska zakupiła 13 obiektów i udostępniała je badaczom, dzięki czemu w większości ówczesnych publikacji z zakresu emalierstwa są cytowane. Były prezentowane na wystawach: w 1865 r. Union Centrale des baux-arts appliquse a I'industrie, w 1867 r. na ekspozycji retrospektywnej wystawy światowej i w 1880 r. na kolejnej wystawie sztuki dekoracyjnej. W latach 70. XIX w., kiedy prowadzono przebudowę zamku gołuchowskiego, Działyńska kupowała głównie jego wyposażenie: elementy snycerskie, tkaniny, meble. W dokumentach z tego okresu odnaleźć można ślad zakupu tylko jednego obiektu w 1875 r. - "email cloissons", zaginionej nadreńskiej plakiety z popiersiem świętego z XI w. Na większą skalę wznowione w latach 80. zakupy, trwały do śmierci kolekcjonerki; bodajże ostatnim, w 1897 r., była nalewka L. Limosin z 1539, pochodząca ze znakomitej kolekcji Spitzera. Działyńska zmarła w 1899 r. Pozostawiła kolekcję znaną, wielokrotnie wzmiankowaną w literaturze, i liczącą się w świecie. Nie obroniła się jednak, tak jak wszyscy kolekcjonerzy, przed falsyfikatami; wśród zachowanych dzieł dwa to niewątpliwe fałszerstwa. Kolekcja, oprócz trzech emalii weneckich z XV w., kilku nieokreślonego pochodzenia, składała się z 46 emalii champlevs z Limoges, 66 emalii malarskich z XVI w. i kilkunastu z okresu późniejszego. Zbiory w drugiej połowie lat 80. przewiezione z Hotel Lambert w Paryżu do Gołuchowa, w XX w. nie były powiększane. W 1903 r. w Paryżu ukazał się katalog "Collection de Goluchow. Objets d'art du Moyen Age et de la Renaissance", opracowany przez współpracującego od lat z Działyńską kustosza Luwru, Emile'a Moliniera. Autor w kilku wypadkach pomylił daty nabycia poszczególnych obiektów, bardzo wybiórczo podał informacje o publikacjach i pochodzeniu. Katalog jest jednak, po powojennych stratach i braku znacznej części dokumentacji fotograficznej, podstawowym źródłem wiedzy o kolekcji. W 1939 r. wobec groźby nadciągającej wojny, matka ostatniego, nieletniego ordynata, księżna Ludwika Czartoryska postanowiła część zbiorów, w tym emalie, przewieźć z Gołuchowa do stolicy. Zostały ukryte w piwnicach warszawskiej rezydencji Czartoryskich przy ul. Kredytowej 22. O dalszych ich losach pisał w 1957 r. prof. Stanisław Lorentz w "Roczniku Muzeum Narodowego". Według jego relacji, w październiku 1941 r. Niemcy dowiedzieli się o ukrytej kolekcji. Po oficjalnym zawiadomieniu i w porozumieniu z właścicielką, profesor poczynił starania o przewiezienie do gmachu Muzeum. Piwnice odmurowano 2 grudnia 1941 r. i po zdeponowaniu skrzyń w muzeum rozpoczęto przegląd i spisywanie ich zawartości. W obawie przed wywiezieniem zabytków do Niemiec prace prowadzono powoli, a na monity niemieckie odpowiadano, że należy prowadzić dodatkowe badania w celu rozpoznania falsyfikatów, aby nie wywozić przedmiotów bezwartościowych. W ten sposób udało się pozostawić zbiory na miejscu aż do powstania, w czasie którego, jak pisze prof. Lorentz, znaczna czgść zbioru została rozrabowana i zniszczona na miejscu przez żołnierzy niemieckich. Po upadku powstania kolekcja gołuchowska wraz ze zbiorami muzealnymi została wywieziona. Po zakończeniu akcji rewindykacyjnej okazało się, że wojna spowodowała w zbiorze emalii katastrofalne zniszczenia. Powróciło tylko 11 emalii champlevs i 11 malarskich, przechowywanych dotąd w Muzeum Narodowym w Warszawie.

W grupie zaginionych emalii średniowiecznych do szczególnie cennych i najpiękniejszych należała wielka plakieta (20,8 x 22,7 cm) z wyobrażeniem młodzieńców w piecu ognistym, określana niegdyś jako praca kolońska, obecnie nadmozańska (Mastricht?) z 3. ćw. XII w. W 1951 r. zakupiło ją Museum of Fine Art w Bostonie. Dzieło było wielokrotnie wzmiankowane w literaturze w XIX w. i także w okresie ostatnim. To samo muzeum w 1950 r. zakupiło inny zabytek gołuchowski - limuzyjski relief ze sceną Chrztu Chrystusa z ok.1250 -1260, jedyne wśród zachowanych zabytków limuzyjskich przedstawienie tego epizodu. Drugi relief gołuchowski ze sceną Złożenia do grobu - z ok.1240 - 1250, nabyty przez Działyńską w 1853 r., został pozyskany do zbiorów Institute of Art w Minneapolis w 1956 r.

Spośród pozostałych średniowiecznych emalii zaginionych lub zniszczonych wymienić trzeba dwie plakiety wiązane z Kolonią, dzieła limuzyjskie - jak plakietę z przedstawieniem Marii z Dzieciątkiem z k. XII w., krzyż procesyjny z przełomu XII i Xlll w., wolutę pastorału z lat 1230-1240, którego historię przechowywania od 1723 r. ustaliła Elżbieta Dębrowska w 1992 r. w opublikowanym artykule. Zaginęły także, m.in. trzy relikwiarze w kształcie domków, w tym jeden z lat 20. XIII w. ze scenami męczeństwa św. Tomasza Becketa, cyborium w kształcie Gołębicy Ducha Św. z lat 20.-30. XIII w., dwa gemeliony, okucia opraw i relikwiarzy, a także jedyny świecki zabytek średniowiecznego emalierstwa w kolekcji - szkatuła dekorowana 22 medalionami z XIII w.

Szczególnie wyrównany charakter miał zespół emalii malarskich, w którym reprezentowana była większość artystów i wyodrębnionych przez badaczy ateliers. Brakowało prac wiązanycń z mistrzami wysokiego czoła, tryptyku Orleandzkiego i tryptyku Ludwika XIII. Z chronologicznie pierwszj indywidualnością limuzyjską, tzw. Monvaernim wiązano 3 dzieła, z których zginęły: plakieta "Pieta", pozyskana przez kolekcjonerkę przed 1852 r, . i tryptyk z kolekcji Germeau z Pietą i przedstawieniami na skrzydłach św. Jana i Jakuba. Pierwszym emalierem znanym z nazwiska był Nardon Penicaud, którego sygnowana i datowana na 1503 r. plakieta znajduje się w Musee Cluny. Zaginęły wszystkie prace wiązane z nim i jego pracownią, a także większość emalii przypisywanych innym członkom tej rodziny, działającym przez prawie cały wiek XVI. Z wmontowanej w szkatułę serii 5 plakiet ze scenami z historii rzymskiej, przypisywanej Jeanowi III Penicaud, ocalała tylko jedna, z przedstawieniem Mucjusza Scewoli. Do zaginionych należy też plakieta przypisywana niegdyś pracowni Penicaud, a sygnowana KI przez nie zidentyfikowanego do dziś artystę, działającego około połowy wieku, którego prace są bardzo rzadkie. Działyńska posiadała cztery sygnowane i datowane dzieła najwybitniejszego emaliera limuzyjskiego XVI w. Leonarda Limosin (ur. ok. 1505, zm. po 1575, przed 1577), dwa jemu przypisywane i serię 12 plakiet ze scenami z Pasji, uznawanych za przykład komercyjnej produkPlakiety "Boże Narodzenie", "Ukrzyżowanie" i "Pieta", prace Jeana II lub Jeana III Penicaud. Zachowały się tylko dwie, a zaginęła plakieta z 1539 r. malowana en grisaille na reliefie, z tego samego roku plakieta z Neptunem uspokajającym morze, wzorowana na rycinie Raimondiego wg. Rafaela, "Pojmanie Chrystusa" z 1540, "Ecce Homo" i wymieniony już zespól ze scenami pasyjnymi.

Z prac Colina Nouailńera, którego datowane prace pochodzą z lat 1539-1545, działającego jeszcze w 3. ćw. XVI w. zaginęła sygnowana i datowana nalewka z dawnej kolekcji Spitzera, nakrywa patery i patera z przedstawieniem Lota z córkami. Molinier w swoim katalogu nie wspomina o sygnaturze na nakrywie, ale wcześniejsze publikacje podają taką informację. Temu artyście przypisywano 8 plakiet z kolekcji Germeau, z przedstawieniami parów Francji, wmontowanycń w XIX w. w kasetę. Z serii tej powróciły tylko trzy, w tym dwie w stanie daleko posuniętej destrukcji.

Zaginął także tryptyk sygnowany MDI z przedstawieniami Ukrzyżowania, Biczowania i Niesienia Krzyża, a także dwie plakiety, wtórnie oprawne w dyptyk, przypisywane temu samemu artyście, niegdyś błędnie utożsamianym z Martinem Didier, obecnie uznanym za Martiala Ydeux dit le Pape. Z innych strat wymienić należy dwie plakiety tworzące dyptyk - Pokłon Pasterzy i Ukrzyżowanie oraz plakietę ze św. Piotrem - przypisywane Pierre Reymondowi (działającemu w latach 40.-80. XVI w.), sygnowaną przez Jeana de Court paterę z Kleopatrą i jemu przypisywany talerz z przedstawieniem miesiąca maja, zakupiony w 1867 r. przez męża Izabelli, Jana Działyńskiego. Zniszczony został niezwykle cenny zespół, wpisany w historię światowego kolekcjonerstwa. Gdyby spróbować stworzyć imaginacyjną kolekcję ze wszystkich emalii limuzyjskich zachowanych w Polsce, to liczbowo zrekompensowałaby gołuchowską, jednak reprezentatywnością i poziomem artystycznym nie mogłaby jej dorównać. Trzy dzieła zachowane w muzeach amerykańskich, niesprawdzone informacje o pojawianiu się na rynku antykwarskim innych obiektów dają nadzieję, że być może większość z nich nie uległa jednak zniszczeniu.

Wersja do druku