Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Skradzione dzieło Mikołaja Kopernika

24 listopada 1998 roku okazał się być niezwykle pechowym dniem dla Biblioteki Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.

Właściwie kłopoty zaczęły się dziesięć dni wcześniej, chociaż nikt z pracowników o tym nie wiedział. 13 listopada nowy czytelnik założył kartę. Oprócz swoich danych personalnych, podał, że pracuje w pracowni artystycznej. Na złożonych zamówieniach znalazły się: dzieło Mikołaja Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" i jedna z książek Kepplera. Trzynastka nie okazała się aż tak pechowa. Dzieło Kopernika studiował wtedy jeden z krakowskich naukowców i nowy czytelnik musiał uzbroić się w cierpliwość. Dzień, na który czekał, nadszedł 24 listopada. Nowy czytelnik, po południu, zaczął studiować dzieło wielkiego astronoma. Czytanie takich tekstów bywa męczące, więc nasz czytelnik dla odświeżenia się skorzystał z toalety. Po wyjściu z czytelni ślad po nim zaginął. Niestety po dziele Mikołaja Kopernika również. W czytelni pozostały płaszcz, torba, okładki książki Kopernika i zdumiony personel biblioteki. W dwa dni później, w prasie pojawił się portret pamięciowy sprawcy kradzieży - mężczyzna, lat około 40, 175-180 cm wzrostu, ciemny blondyn, szczupłej budowy ciała, włosy uczesane w charakterystyczną grzywkę. W czasie kradzieży ubrany był w popielaty sweter i jasne spodnie.

Dziennikarzy relacjonujących to zdarzenie najbardziej zdumiewał nie sam fakt kradzieży, ale łatwość z jaką została dokonana. Wstępna analiza zdarzenia ujawniła naruszenie regulaminu biblioteki, który wyraźnie mówi, że ze zbiorów specjalnych mogą korzystać tylko samodzielni pracownicy naukowi oraz osoby polecone przez nich lub przez instytucje naukowe. Czy jednak zapisy tego typu, które są powszechne również i w innych bibliotekach, stanowią rzeczywistą zaporę przed złodziejami? Obawiam się, że nie. Zdobycie dokumentów wymaganych przez biblioteczne regulaminy, to tylko kwestia czasu, i to naprawdę niezbyt długiego. Ktoś powie, że nie ma sposobu, by ustrzec się kradzieży. Jest to tylko częściowa prawda. Na pewno można się ustrzec takiej, jaka miała miejsce w Krakowie. Pytanie pierwsze - czy rzeczywiście należy udostępniać czytelnikom oryginały starodruków? Czy nie powinny wystarczyć do analiz tekstów mikrofilmy, reprinty, czy inne formy zastępujące oryginały? Gdyby taki stan udało się osiągnąć, ta forma kradzieży odeszłaby w zapomnienie. Powiedzmy jednak, że czytelnik musi dostać do ręki oryginał. Również i w tym przypadku można zdecydowanie ograniczyć ryzyko kradzieży. Pierwszym i zupełnie niekosztownym rozwiązaniem byłaby weryfikacja wszelkiego rodzaju listów polecających i zaświadczeń, że dana osoba spełnia kryteria stawiane przez bibliotekę. Wydłużyłoby to zdecydowanie czas, w jakim książka zostałaby udostępniona, ale jednocześnie bibliotekarze nabraliby pewności, że wypożyczają dzieło właściwej osobie, a ta miałaby świadomość, że jest sprawdzana. W trakcie samego wypożyczenia takich rarytasów, jak dzieło Mikołaja Kopernika, pracownik biblioteki powinien towarzyszyć czytelnikowi. Jakiekolwiek wyjście z czytelni powinno się łączyć z oddaniem bibliotekarzowi wypożyczonej książki. Te naprawdę proste rozwiązania organizacyjne mogą ograniczyć pospolite kradzieże. W dalszej kolejności powinna do bibliotek wkroczyć technika, a przede wszystkim systemy telewizji dozorowej. Kamery sprzężone z magnetowidami rejestrującymi na bieżąco zdarzenia zachodzące w czytelni. Rozwiązania techniczne można byłoby mnożyć. Dzisiejsza technika daje ogromne możliwości w zakresie zabezpieczeń zbiorów. Powszechne twierdzenie, że w budżetach bibliotek nie ma na to pieniędzy jest tylko częściowo prawdziwe. Zgadzam się, że może nie być właściwych funduszy na jednorazową inwestycję. Technika rzeczywiście kosztuje. Jeżeli jednak wykonanie, w tym wypadku zabezpieczeń zostanie rozłożone w czasie, nawet na kilka lat, to okaże się, że to co było niemożliwe do wykonania w jednym roku, w przeciągu trzech czy czterech lat zostanie zrealizowane. Argumenty braku pieniędzy, jak wskazuje praktyka, szybko się zmieniają. Już w kilka dni po kradzieży w Krakowie prasa podawała informacje o bibliotekach, w których rozpoczęto instalowanie systemów zabezpieczeń. Czyżby znów wszystko przebiegało według starego przysłowia "mądry Polak po szkodzie"? Może by chociaż tak raz i przed szkodą był mądry?

W ostatnich latach dzieło Mikołaja Kopernika cieszyło się dużym zainteresowaniem czarnego rynku obrotu skradzionymi dobrami kultury. Na świecie znajduje się około 260 egzemplarzy pierwszego wydania oraz około 300 drugiego. Dwa egzemplarze drugiego wydania zaginęły z Biblioteki Uniwersyteckiej w Brnie oraz z Biblioteki Obserwatorium w Sankt Petersburgu. Pierwszą z książek zidentyfikował brytyjski specjalista, Owen Gingerich, do którego z prośbą o ekspertyzę zwrócił się w 1997 r. jeden z dealerów. Brytyjczyk szybko odkrył zatarte czarnym flamastrem znaki. W świetle lampy UV odczytał stempel Biblioteki Uniwersyteckiej w Brnie. Drugie z opisywanych dzieł oferowane było do sprzedaży w Niemczech. O ile nie są zbyt dobrze znane okoliczności zaginięcia książki w Brnie, to wszystko wskazuje, że dzieło Kopernika w Sankt Petersburgu zaginęło w dramatycznych okolicznościach. Podczas pożaru, który wybuchł ponad dwa lata temu w obserwatorium, częściowemu zniszczeniu uległy inwentarz biblioteki i jej zbiory. Odzyskany w Niemczech egzemplarz dzieła Kopernika został wykradziony właśnie w trakcie pożaru biblioteki.

Na kilka miesięcy przed kradzieżą w Krakowie, w analogiczny sposób dokonano kradzieży wydania książki Kopernika z 1543 roku z biblioteki w Kijowie. Wypożyczający oznajmił bibliotekarzowi, że wychodzi na papierosa. Od tamtej pory nie zobaczono go więcej, "O obrotach sfer niebieskich" - również.
Czy mamy szansę odzyskać skradzioną książkę? Sądzę, że tak, chociaż być może przyjdzie nam czekać na to latami. Znacznie łatwiej będzie złapać złodzieja, co jednak nie jest równoznaczne z odzyskaniem dzieła Kopernika. Poszukiwania książki na światowych rynkach antykwarycznych będą niezwykle kosztowne. Taniej byłoby jednak lepiej pilnować narodowych zbiorów dóbr kultury niż uganiać się za nimi po całym świecie.

Wersja do druku