Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Zaginieni święci z kościoła w Oleśnie

Kradzieże z obiektów sakralnych to plaga lat 90. Odkąd w 1990 r. liczba kradzieży przekroczyła 1000 przypadków rocznie, do chwili obecnej nigdy nie spadła ponizej tej wartości. W 1995 r. padł kolejny, niechlubny rekord tej statystyki - ponad 1500 kradzieży w ciągu jednego roku. Podane liczby obejmują zgłoszone Policji przypadki ujawnionych kradzieży z kościołów, kaplic, cerkwi, zborów i innych miejsc kultu religijnego. Straty jakie ponosiły obiekty to nie tylko dobra kultury, ale również przedmioty codziennego użytku (kolumny głośnikowe, wzmacniacze, mikrofony).

Niektórzy pocieszają się, że zagrabione dzieła sztuki, to tylko pewien procent wszystkich strat. Znaczny, owszem, ale jednak to tylko część strat. Moim zdaniem jest to mało pocieszające. Fakt, że dochodzi do kradzieży w obiekcie sakralnym i giną przedmioty codziennego użytku, nie oznacza, że złodzieje zachęceni łatwym łupem nie wrócą i nie skradną dóbr kultury.

Szczególnie narażone na ataki przestępców są małe wiejskie kościółki i kaplice cmentarne. Zagrożenie wzrasta, jeżeli mamy do czynienia z kościołem filialnym, a nie parafialnym. Mimo wszystko, kościoły parafialne są strzeżone lepiej. Bliska obecność ludzi, plebanii czasami jest w stanie odstraszyć przestępcę. Takiego odstraszającego działania nie ma w przypadku kościołów filialnych. Z reguły są one zamknięte w okresach pomiędzy kolejnymi nabożeństwami. które odbywają się w nich bardzo rzadko, najczęściej raz na tydzień czy dwa, przy okazji odpustów i różnych uroczystości (śluby, pogrzeby). W okresach pomiędzy uroczystościami kościelnymi tak naprawdę to nikt się nie interesuje stanem zachowania stojących na uboczu kościółków i kaplic. Nic więc dziwnego, że odkrycie kradzieży następuje czasami bardzo późno. Dla organów ścigania prowadzenie dochodzenia w warunkach, kiedy nie można ustalić czasu popełnienia przestępstwa jest bardzo poważnym utrudnieniem. Na te wszystkie, bardzo niekorzystne czynniki nakładają się poważne braki w zabezpieczeniach poszczególnych obiektów przed kradzieżą.

Taki właśnie niekorzystny splot okoliczności nastąpił w kościele pw. św. Anny w Oleśnie. W tym wspaniałym drewnianym obiekcie jak w soczewce skupiają się wszystkie możliwe zagrożenia - pożar, kradzież, grzyby, pleśnie, trudne do rozwiązania problemy konserwatorskie, usytuowanie na terenie cmentarza, na skraju miejscowości. W bezpośrednim sąsiedztwie nie ma żadnych zabudowań mieszkalnych. Kościół został wzniesiony w 1518 r. Sto pięćdziesiąt lat później, w 1668 roku dobudowano do niego pięć kaplic. Obie części scala łącznik. W ten sposób powstała unikatowa budowla. Makieta kościoła zdobiła jedną z wystaw architektonicznych w Nowym Yorku. Nie tylko układ architektoniczny jest unikalny, również wnętrze można było do takich zaliczyć. Ołtarze pochodziły z XVI i XVII wieku, a na nich znajdowały się wspaniałe gotyckie rzeźby. Piszę w czasie przeszłym poniważ od roku 1994 najcenniejsze elementy wyposażenia cieszą już tylko oczy złodziei i paserów.

Krytyczny czas dla kościoła pw. św. Anny nastąpił w nocy z 19 na 20 sierpnia 1994 r. Przestępcy wybrali jedno z nisko położonych okien. Przez wyłamane okno weszli do wnętrza kościoła. Zejście mieli ułatwione, ponieważ okno wychodziło na ambonę. Uwagę złodziei przykuł główny ołtarz.
W XIX-wiecznej obudowie znajdował się późnogotycki tryptyk poświęcony św. Annie. Drewniane, polichromowane figury przymocowane były do szafy ołtarzowej gwoździami. Z ołtarza głównego szczęśliwie ocalała sosnowa figurka Świętej Anny Samotrzeć z Matką Boską i Dzieciątkiem. Po przygodzie sprzed ponad dwudziestu lat, kiedy po raz pierwszy usiłowano ją skraść, była przechowywana oddzielnie i wystawiano ją tylko podczas uroczystości kościelnych. Nie miały takiego szczęścia pozostałe płaskorzeźby. W skrzydłach ołtarza znajdowały się sceny maryjne - Nawiedzenie z postacią św. Elżbiety i Najświętszej Marii Panny, Pokłon Trzech Króli, Zwiastowanie i Boże Narodzenie. Płaskorzeźby znajdujące się w skrzydłach tryptyku miały wymiary 60 x 70 cm. Z bocznych ołtarzy skradziono trzy rzeźby: Pieta - polichromowana rzeźba ( 150 x 70 cm) przedstawiająca Matkę Boską trzymającą na kolanach Jesusa, św. Elżbieta i św. Katarzyna.
Zdaniem wojewódzkiego konserwatora zabytków, z wyposażenia obiektu wybrano najcenniejsze dzieła sztuki. Ta kradzież, jak rzadko która, nosiła w sobie cechy kradzieży na zamówienie. Dopracowane pod względem złodziejskiego rzemiosła przestępstwo, wybór przedmiotów kradzieży, minimalne ślady pozostawione na miejscu zdarzenia wskazywały na działania profesjonalistów. W wielu przypadkach nadużywa się kwalifikacji kradzieży jako przestępstwa popełnionego na zamówienie. Zamach na kościół św. Anny miał jednak rzeczywiście wszelkie znamiona kradzieży na zamówienie. Przy takiej ocenie zdarzenia automatycznie nasuwa się pytanie: kto w takim razie mógł zlecić kradzież? W artykułach prasowych, jakie pojawiły się po kradzieży, przedstawiciele Komendy Wojewódzkiej Policji w Częstochowie wykluczyli odbiorców krajowych: "W kraju nie mają raczej wartości rynkowej; ich sprzedaż w Polsce jest niemożliwa. Chyba, że pojawili się i u nas kolekcjonerzy gotowi wydać majątek, by w samotności rozkoszować się widokiem późnogotyckich rzeźb". Ta krótka wypowiedź rzecznika prasowego komendy rodzi wiele pytań i wątpliwości. Skradzione rzeźby nie mają w kraju wartości, a kolekcjonerzy mają wydać na nie majątek? Przecież to się wzajemnie wyklucza. Właśnie w kraju można je nabyć stosunkowo tanio, ponieważ ich cena, jako gorącego towaru jest znacznie niższa niż podobnych przedmiotów legalnego pochodzenia. Dlaczego ktoś miałby oglądać te rzeźby w samotności? A kto jest je w stanie zidentyfikować? Służby państwowe bardzo rzadko wchodzą do domów obywateli i sprawdzają stan oraz pochodzenie majątku. We Włoszech bardzo wiele dzieł sztuki pochodzących z przestępstw odnajdują służby finansowe. Świadectwem tego była tegoroczna wystawa odzyskanych dzieł sztuki prezentowana na Zamku Świętego Anioła w Rzymie. Cytowana wypowiedź jest jednak uzasadniona, jeżeli zamierzeniem Policji było uśpienie czujności przestępców i skierowanie uwagi na rynki zachodnie. Przypuszczalnie rzeczywiście odbiorcami skradzionych płaskorzeźb byli paserzy spoza Polski. I to nie z tego powodu, że u nas nie można byłoby ich sprzedać. Po prostu za granicą można uzyskać za nie lepszą cenę. Co prawda nie na oficjalnym rynku, bowiem i na zachodzie gotyckie rzeźby o charakterze sakralnym wzbudziłyby baczną uwagę antykwariuszy i policji, ale chętnych do zakupu paserów nigdy nie zabraknie.

Burmistrz Olesna wyznaczył nagrodę w wysokości ówczesnych 50 000 000 zł (5000 zł) za informacje, które przyczynią się do odzyskania skradzionych rzeźb. Od tego czasu minęły już 4 lata. Mieszkańcy nadal oczekują na powrót gotyckich rzeźb. Niestety, oczekiwanie może jeszcze długo potrwać.

Literatura:
Gazeta w Częstochowie. Dodatek do Gazety Wyborczej, 24.08.1994 , T.P. "Łup bez ceny"

Wersja do druku