Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Utracony "Dorożkarz" Georgesa Seurata

Środa, 29 maja 1991 r., godzina 8.00 rano w Paryżu. W Grand Palais (Wielki Pałac Sztuki) strażnicy dokonują pierwszego obchodu. Galerie otwierają dopiero o 10.00 i oczekują w ciągu dnia co najmniej 4000 zwiedzających. Seurat, którego retrospektywę dzieł przygotowano po raz pierwszy od wielu lat przyciągnie tłumy. Porządkowi czuwają nad pracami przygotowawczymi. Wszystko wydaje się przebiegać doskonale, aż do chwili, gdy o 8.45 pewien strażnik spostrzega, że jeden z rysunków, oprawiony i umocowany na ścianie zniknął.

Zaalarmowany personel muzeum sprawdza o jakie dzieło chodzi; jest to szkic w ołówku zatytułowany "Dorożkarz" z 1887 r., o wymiarach 24 x 31 cm, zarejestrowany w katalogu pod numerem 178. Został on pożyczony z okazji tej wystawy od znanej prywatnej kolekcjonerki, Huguette Beres. Według pobieżnej wyceny, to małe dzieło jest warte od 4 do 6 milionów franków.

W jaki sposób i kiedy kradzież ta mogła mieć miejsce? Poprzedniego dnia, firma IBM, która m.in. sponsorowała tę wystawę, wydała bankiet dla swoich gości w salach Grand Palais. Według zeznać świadków, szkic Georgesa Seurata znajdował się na swoim miejscu w momencie zakończenia przyjęcia, ok. godz. 23.00. Następnie wszystkie sale zostały podłączone do najnowocześniejszego systemu alarmowego, który uniemożliwia jakikolwiek ruch bez kontroli. Nazajutrz, o 7.00 rano system został wyłączony, jak zwykle. Brygada policyjna wyspecjalizowana w represji kradzieży i przemytu dzieł sztuki bada system alarmowy, przeczesuje dokładnie wszystkie sale i nie znajduje najmniejszej poszlaki. Przesłuchuje personel muzeum, handlarzy oraz kolekcjonerów dzieł sztuki. Seurata nie odnajduje. W rezultacie kompania ubezpieczeniowa wypłaca odpowiednie odszkodowanie właścicielce i sprawa zostaje umorzona.

Dopiero trzy lata później, w lutym 1994 r., afera wypływa na światło dzienne przez przypadkową interwencję patrolu żandarmerii z Fonteney-sous-Bois (podmiejska aglomeracja Paryża). Anonimowy telefon sygnalizuje podejrzany wehikuł, który parkuje od wielu godzin przed pewnym budynkiem. Żandarmi kontrolują pojazd i znajdują w nim dwóch mężczyzn, którzy twierdzą, że są policjantami. Na żądanie okazania dokumentów, uciekają pozostawiając w samochodzie pasażera skutego kajdankami. Późniejsze przesłuchania wyjaśniają, że uwięziony przez fałszywych policjantów Pascal E. został zmuszony do wydania adresu niejakiego Francoisa L., u którego mieli odebrać "pewien obiekt" i otrzymać za niego dużą sumę pieniędzy. Poszukiwania dokonane w mieszkaniu Francoisa L. nie dały żadnego konkretnego rezultatu, a sam delikwent twierdził, że absolutnie nie wie, o co chodzi. Żandarmom udało się odnaleźć fałszywych policjantów, którzy okazali się drobnymi złodziejaszkami, obciążonymi niezłym rejestrem karnym.

Policja instaluje podsłuch telefoniczny u podejrzanych, Pascala i Francoisa, a także u ich kumpli, partnerek i najbliższej rodziny. Dzięki tej akcji odkrywa kilka rozmów między matkami dwóch podejrzanych, w których kilkakrotnie powraca sprawa jakiegoś obrazu. Okazuje się, że znajduje się on od trzech lat u Francoisa L. Jedna z zarejestrowanych rozmów, między żoną Francoisa i jej przyjaciółką, pozwala sprecyzować podejrzenia: "Wiesz Francois, zeznaję jutro przed prokuratorem. To jest bardzo poważna sprawa, chodzi o kradzież szkicu Seurata z Grand Palais. Policja rekonstruuje wydarzenia".

Trzy lata wstecz, gdy bankiet gości IBM dobiegał końca, personel restauracji organizującej bufet porządkuje stoły i wypija resztki alkoholu ze strażnikami Pałacu. Wszyscy są lekko wstawieni i nikt nie zwraca uwagi na eksponowane dzieła. Dwóch kelnerów zaangażowanych przez restaurację do obsługi: Francois L. i Pascal E. zbliża się do szkicu "Dorożkarz". Krótka wymiana zdań. Jeden z nich bierze nóż i spokojnie demontuje obraz. Następnie zwija go w rulon i wkłada do kieszeni. Pół godziny później nie ma już nikogo. Alarm zostaje podłączony na noc. Żaden ze strażników nie zauważył braku szkicu Seurata. Nazajutrz Francois i Pascal, wytrzeźwiawszy, zastanawiają się, co zrobić z ukradzionym dziełem. Początkowo myślą o oddaniu, lecz po namyśle postanawiają go sprzedać. Poszukują kupca. Ich niedyskrecja i rozmowy przy kieliszku w okolicznych barach przyciągają uwagę drobnych złodziejaszków. To właśnie oni, podając się za policjantów, zmuszają Pascala do oczekiwania na powrót Francois przed jego domem, gdzie po paru godzinach interweniują żandarmi.

Ale co się w tym czasie działo ze szkicem. Oto podsłuchana przez policję rozmowa telefoniczna między żoną Francois i jedną z jej przyjaciółek: "Zrozumiesz zapewne, że spanikowana tymi problemami z prokuraturą spaliłam obraz". I istotnie, żandarmi przeszukując ich mieszkanie odnaleźli ślady popiołu w zlewie. I cóż, skromny katalog Seurata liczy dzisiaj o jedno dzieło mniej.

Ta historia jest absolutnie wyjątkowa: obiekty sztuki kradzione przez prowincjonalnych ignorantów należą do rzadkości. Od dawna kradzież dzieł oraz grabież staroci są sterowane na całym świecie przez doświadczonych zawodowców, ze skutkiem, który w ciągu ostatnich lat osiągnął zawrotne rozmiary. Nie jest to novum ani znamię naszej epoki. Już trzy tysiące lat temu w Egipcie rabusie asystowali w obrządkach pogrzebowych wysokich dygnitarzy, aby przywłaszczyć sobie potem ich skarby. W Rzymie jeden z najsłynniejszych tekstów Cycerona dotyczył oskarżenia prokuratora Sycylii o uprawianie łapownictwa w celu wzbogacenia swoich wspaniałych kolekcji ze skradzionych dzieł.

Na przestrzeni wieków, każda epoka niepokojów sprzyjała masowym kradzieżom dzieł sztuki. Zapotrzebowanie na dany styl wystarcza, aby wywołać serię kradzieży dzieł sztuki, a więc fakt, że dziś ten proceder kwitnie nie jest zaskakujący. Natomiast nowością jest skala zjawiska, sposoby, szybkość przemytu, a wszystko dzięki nowoczesnym środkom transportu i komunikacji oraz ewolucja sum, które stale się zwiększają, nawet nieproporcjonalnie do wartości obiektu.
Symbolika sztuki ulega również pewnej modyfikacji, wchodzi w sferę świętości, utożsamia wartości narodowe oraz etniczne. Dzieło sztuki staje się niekiedy stawką w międzynarodowej grze politycznej lub obiektem kultu dla kolekcjonerów. Coraz dłuższe są kolejki przed świątyniami, gdzie celebruje się "msze" sztuki, gdzie wystawiane dzieła nabierają znaczenia relikwii przeszłości. W naszej epoce służą one często jako miarka ekonomiczna, której używa się w transakcjach finansowych. Ta gorączka dotyczy wszystkich dzieł sztuki, pod każdą szerokością geograficzną. Począwszy od fetyszu afrykańskiego, poprzez wyroby gliniane Tolteków, maski Eskimosów, czy komody Ludwika XV, a skończywszy na ikonach rosyjskich, wszystko jest poszukiwane, wszystko ma swoją cenę. Na tym ekspansywnym rynku, pełnym amatorów, handlarzy sztuką, kolekcjonerów czy muzeów, nawet najuczciwsi znawcy dają się skusić na zakup dzieł podejrzanego pochodzenia. Jakie by nie były ich pobudki - pasja czy względy finansowe - nieświadomie są oni wspólnikami rabusiów i podtrzymują dynamikę kontrabandy istniejącej wszędzie.

W Azji dziesiątki świątyń angkoryjskich stało się łatwym łupem dla kambodżańskich wojskowych i ich tajlandzkich klientów. Wojna domowa w Afganistanie ułatwiła rabunek dzieł muzeum w Kabulu. Hong Kong stał się światową stolicą sztuki, dzięki spuściźnie archeologicznej z Chin Ludowych. Wielka część rzeźb i posągów afrykańskich od ponad wieku była eksportowana do muzeów krajów kolonialnych. Nielegalne wykopaliska archeologiczne w Nigerii, Nigrze, Mali, Ghanie zaopatrują rynki handlu sztuką całego świata. Dla jednaj wykopanej i sprzedanej sztuki potrafi się zniszczyć krajobraz całego okręgu. Liczne bandy rabusiów znakomicie zorganizowane, nieodwracalnie zdewastowały chronione miejsca w Gwatemali, Ekwadorze, Boliwii. Jak wytłumaczyć chińskiemu albo nigeryjskiemu chłopcu, że jest to zbrodnia kulturalna, podczas, gdy sprzedaż jednego glinianego dzbana z wykopalisk przynosi mu równowartość rocznego zarobku?

W Europie problem ten jest równie poważny. Bandy okradające kościoły i zamki wykazują coraz większą aktywność. Szczególnie na Wschodzie, gdzie mafie postkomunistyczne odkryły bezpieczny sposób na robienie dużych pieniędzy, albo wybielanie wątpliwych dochodów. Jak zatrzymać tę plagę? Temat ten stał się centralnym punktem debat dotyczących ustalenia surowych praw regulujących problem nabywania obiektów spuścizny narodowej oraz handlowania nimi.
W tej wojnie o sztukę ścierają się dwa obozy: pierwszy to popierane przez rządy organizacje międzynarodowe, instytucje uniwersyteckie, a z drugiej strony to klany amatorów, kolekcjonerów, handlarzy. Te ostatnie bronią zasad wolności obiegu dzieł sztuki i uważają, że środki zaradcze "proponowane często przez rządy najbardziej bezwolnie chcące poprawić swoje poczucie za niewielką cenę" będą bardzo trudne do zastosowania.
I rzeczywiście, doświadczenie kilku ostatnich lat wskazuje, że teksty prawne o charakterze represyjnym nie zatamowały ani eksplozji handlu dziełami sztuki, ani rozwoju wszelkich form przemytu.

"Horizons" wg. artykułu Roland-Pierre Paringaux tłumaczenie i opracowanie Maria Gargulińska

Wersja do druku