Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Stanisław Kotwicz Gilewski (1895-1984). Zapomniany artysta, zaginione obrazy...

Nazwisko tego malarza nie figuruje w żadnych leksykonach czy słownikach. Należał do grona tych twórców, których działalność rozpoczęta w drugiej dekadzie naszego stulecia została brutalnie przerwana wybuchem II wojny światowej. Po jej zakończeniu, w obliczu nowej rzeczywistości, Gilewski nie mógł bądź nie potrafił odzyskać popularności, jaką przyniosło mu dwudziestolecie międzywojenne. Warto zatem przypomnieć sylwetkę tego artysty, tym bardziej, że większa część prac powstałych przed rokiem 1939 dziś już nie istnieje...

Urodził się w Andrychowie, gdzie mieszkali jego rodzice, Władysław i Julia z domu Rokint, a nauki, począwszy od szkoły powszechnej, pobierał we Lwowie. W roku 1912 rozpoczął studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Kształcił się pod kierunkiem między innymi Jacka Malczewskiego i Stanisława Dębickiego. Za powstające wówczas pierwsze studenckie prace zdobywał nagrody i wyróżnienia. Po ukończeniu drugiego roku studiów wyjechał na wakacje do swego kolegi, do majątku państwa Hłasków. Tam zaskoczył go wybuch I wojny światowej i stamtąd, jako obywatel austriacki, został internowany w głąb Rosji. Mieszkał miedzy innymi w Tomsku i Taszkiencie, zarabiając na życie malowaniem portretów tamtejszych notabli. Kilka powstałych wówczas prac wysłał na wystawę w Moskwie, gdzie podobno zostały wysoko ocenione przez tamtejszą krytykę.

Po zakończeniu działań wojennych w 1918 r. powrócił do kraju i podjął przerwane studia, pracując jednocześnie jako nauczyciel rysunku - na stanowisku asystenta - w VII Gimnazjum Realnym w Krakowie. Studia ukończył w maju 1922 r. z "postępem bardzo dobrym" i wkrótce otrzymał stypendium francuskie, które umożliwiło mu wyjazd do Paryża. Po powrocie do kraju osiedlił się na stałe na Śląsku, w Katowicach. Pierwsze prace Gilewskiego to głównie duże kompozycje. Powstają wtedy tryptyki "Rewolucja", "Walka demonów" oraz "Ukrzyżowanie". Pierwszy z nich, gwasz o wymiarach 750 cm x 450 cm, został podobno namalowany na zlecenie PPS i do wojny zdobił ściany siedziby partii przy ul. Dunajewskiej w Krakowie. Z kolei tryptyk "Ukrzyżowanie" (gwasz, pastel) był prezentowany w Warszawie w grudniu 1919 r. na pierwszej Dorocznej Wystawie w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. O dalszym losie tych prac nic nie wiadomo. W tym czasie powstają także doskonałe kompozycje kwiatowe, a przede wszystkim portrety znanych osobistości i te prace przyniosły Gilewskemu największe uznanie i popularność.

W roku 1923 otrzymał zlecenie namalowania portretu kardynała Adama St. Sapiehy (obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie). Prace przy tym obrazie miał śledzić przyszły papież, Pius XI. Warto dodać, że papież przebywał w Polsce w czasie wojny polsko-bolszewickiej jako delegat Stolicy Apostolskiej i tu był konsekrowany na biskupa. Kilka miesięcy później, już w Rzymie, Ojciec Święty przypomniał sobie polskiego malarza, zwiedzając wystawą zorganizowaną w Palazzo Instituto Massina alle Terme, na której prezentowany była praca Gilewskiego. Zapewne wtedy musiała zapaść decyzja o powierzeniu polskiemu artyście namalowania wizerunku papieża jako "wspomnienia pobytu w Polsce". Jak donosiła ówczesna prasa, ponadnaturalnej wielkości portret powstał na przełomie 1924 i 1925 r. Papież Pius XI pozował w loggii rafaelowskiej przez sześć seansów (pierwszy odbył się 16 grudnia 1924 r.), a o terminie następnego artysta był powiadamiany z trzytygodniowym wyprzedzeniem. Warto dodać, że artysta podczas seansów - zgodnie z obowiązującą etykietą - był zobowiązany do noszenia fraka. W sumie prace nad obrazem trwały pięć miesięcy. Za swoje dzieło Gilewski odznaczony został orderem "Bene Merendi", a w marcu 1925 r. wziął udział w IIl Bienalle Romana w Rzymie, wystawiając swe prace wśród innych szesnastu polskich artystów (sześciu z nich związanych było z grupą "Rytm"). W czwartą rocznicę wstąpienia na Stolicę Apostolską (w lutym 1926 r.) Pius XI podarował swój portret Narodowi Polskiemu jako dowód swej głębokiej miłości do Polski. Obraz został umieszczony w Nuncjaturze w Warszawie i tam znajdował się do czasu wojny. Co stało się z tym obrazem, do dziś nie wiadomo.
We wrześniu 1929 r. Gilewski przystąpił do prac nad portretem kardynała Augusta Hlonda. Ogromny obraz (o wymiarach 280 cm x 170 cm) przedstawiał portretowanego "w całym majestacie i purpurze, w postawie stojącej na tle przecudnego gobelinu o barwach złoto-niebiesko-zielonych. Lewą ręką Jego Eminencja dotyka krzyża, wyraz oblicza jest pełen godności i dostojeństwa". Portret kardynała spotkał się z przychylną oceną krytyki. Podkreślano, że "jako problem malarski, portret przedstawia cechy bardzo interesujące". W czasie wojny obraz został znacznie uszkodzony, a później zrabowany przez Niemców. Szczęśliwie odnaleziony, choć w bardzo złym stanie, w 1959 r. został poddany konserwacji, którą zlecono Gilewskiemu (obecnie znajduje się w gmachu Kuii Biskupiej w Katowicach).

Sukces, jaki odniosły te portrety, a przede wszystkim portret Ojca Świętego, przyniósł malarzowi nowe zamówienia, w tym wśród przedstawicieli duchowieństwa. Z tego okresu pochodził całopostaciowy portret biskupa lubelskiego Mariana Leona Fullmana (podobno zniszczony przez Niemców po aresztowaniu biskupa). Przedstawiał portretowanego "w pełnym stroju na złotym tle". Obraz ten, jak donosiła prasa, "po obejściu wystaw krajowych" miał zostać wystawiony w Londynie.
Gilewski malował także portrety znanych polityków, przemysłowców i osoby związane z kulturą. Powstały wizerunki Solskiego, Jaracza oraz Szymanowskiego. Z tym ostatnim wiązała malarza wieloletnia przyjaźń. Na płótnach uwiecznił marszałka Sejmu Śląskiego, Konstantego Wolnego, Wojciecha Korfantego oraz jego żonę, gen Józefa Hallera, Józefa Piłsudskiego, Ignacego Daszyńskiego jako Marszałka Sejmu, prof. Albina Herbaczewskiego, a także premiera Aleksandra Skrzyńskiego i dyrektora Banku Małopolski we Lwowie, Tomasza Zana (ten ostatni obraz zaginął). Z Wiednia otrzymał zamówienie na portret kanclerza Seippla, a w Pradze w 1927 r. sportretował prezydenta Czechosłowacji prof. Tomasza Massaryka, który to obraz został wręczony portretowanemu przez delegację polsko-czeską w dniu dziesięciolecia Czechosłowacji. Portret prof. Messaryka w 1934 r. miał zostać zaprezentowany publiczności, ale już wtedy ślad po nim zaginął.
Poza portretami ludzi znanych, tworzył ciekawe studia malarskie przedstawiające motywy z życia górników i hutników śląskich a przede wszystkim duże kartony kwiatów, głównie akwarele. Współcześni pisali o nim, że należy do "starej" szkoły, która nie neguje w malarstwie praw logiki. Jest portrecistą szukającym w twarzy czy innym szczególe, pełni wyrazu zaś malarsko wydobywa też przepych barw, jaki może dostarczyć oku artysty model człowieka.

Po wybuchu II wojny światowej Gilewski został wysiedlony z Katowic na teren Generalnej Guberni. Wtedy rozproszeniu lub zniszczeniu uległa jego pracownia i zaginęła większość dokumentów. Przeniósł się do Krakowa i tam próbował zarabiać na życie, malując niewielkie portrety: Po wojnie nie udało mu się odzyskać popularności, choć tematyka powstających prac nie uległa zmianie. W dalszym ciągu dominował portret. Powstały wówczas prace przedstawiające osoby związane z nauką i kulturą. Z tego czasu pochodzi polichromia z kościoła w Gnojnie oraz kościoła w Pionkach. Również jego autorstwa są portrety przodowników pracy ogromne ponad 3 metrowe 4 panneaux ozdobiły salę konferencyjną Centrali Żelaza i Stali. Nic dziwnego, że otrzymał takie zamówienie, skoro jego praca - tryptyk "Rewolucja" - powstała w 2. dekadzie XX w. uważana była za pierwsze w Polsce malowidło przedstawiające przodowników pracy.
Zmarł w wieku 89 lat w Krakowie, pozostawiając dość dużą (choć rozproszoną) liczbę prac. Niestety, wciąż nieznana pozostaje najwcześniejsza twórczość Gilewskiego, a wiele jego obrazów znamy dziś już tylko z tytułów.

Wersja do druku