Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Katalog grabieży. Sichergestellte Kunstwerke im General Gouvernement - najsłynniejszy niemiecki katalog dzieł sztuki "zabezpieczony" w Generalnej Guberni.

Już w pierwszej połowie 1940 r. dr Kajetan Műhlmann, SS-Oberfharer i specjalny pełnomocnik do zabezpieczania dzieł sztuki i dóbr kultury w Generalnej Guberni, miał powody do zadowolenia. Udało mu się nie tylko zebrać informacje na temat najważniejszych polskich kolekcji, ale dokonać wyboru najcenniejszych dzieł sztuki ze zbiorów publicznych, prywatnych i kościelnych.

Grabież ta miała podstawy prawne w wydanym 16 grudnia 1939 r. (z postanowieniami wykonawczymi z dnia 15 stycznia 1940 r.) rozporządzeniu Hansa Franka o powszechnej konfiskacie przedmiotów artystycznych na terenie Generalnej Guberni. na podstawie tego rozporządzenia zakazane zostało "publiczne posiadanie" szeroko pojętych "dóbr kultury". Zakres rozporządzenia był ogromny i praktycznie obejmował wszystkie przedmioty o charakterze artystycznym, w tym również pamiątki rodzinne i historyczne pochodzące sprzed 1850 r. Ponadto za "publiczne posiadanie" uznano "kościelne" dzieła sztuki " z wyjątkiem przedmiotów potrzebnych do codziennych czynności liturgicznych". Zatem każdy, kto posiadał jakiekolwiek dzieło sztuki, zobowiązany był je zgłosić do "specjalnego pełnomocnika", który w "wątpliwych wypadkach" miał rozstrzygnąć, które dzieła sztuki uznać należy jako "publiczne". Ustalona została nawet data (15 lutego 1940 r.) do kiedy takie zgłoszenie powinno nastąpić oraz miejsce (gmach Akademii Górniczej w Krakowie). Paragraf końcowy postanowień wykonawczych brzmiał: "Wykonanie rozporządzenia porucza się naukowym urzędnikom - fachowcom".

Jak można przypuszczać nikt nie spieszył się ze zgłaszaniem posiadanych dzieł sztuki, ale i nie o to chodziło władzom okupacyjnym. Potrzebny był jedynie akt prawny legalizujący zwykłą grabież, która nastąpiła lub miała nastąpić. Już 16 grudnia 1939 r., a więc w dniu wejścia w życie rozporządzenia, z samego Muzeum Narodowego w Warszawie wywieziono do Krakowa 69 skrzyń zawierających obrazy pochodzące ze zbiorów warszawskiego muzeum oraz pałaców w Łazienkach i Wilanowie.

Przed wybuchem wojny Niemcy posiadali już pewne rozeznanie, co do zasobów dzieł sztuki na terenach Polski. Niemieccy badacze przybywający w celach naukowych, jak oficjalnie utrzymywano, mieli dostęp do zbiorów publicznych, zwiedzali kolekcje prywatne, znali literaturę polską w tym zakresie. Oczywiście nie można przeceniać plonów takich wizyt. Wiadomo, że część kolekcji głównie prywatnych i nie posiadających inwentarzy możliwa była do "rozpracowania" dopiero po zajęciu Polski, o czym świadczą zachowane niemieckie dokumenty.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy od wejścia w życie wspomnianego rozporządzenia Niemcy zdołali zgromadzić ogromną, jak na tak krótki okres czasu, liczbę dzieł sztuki. Starając się zachować pozory legalności, wydawali nawet odpowiednie pokwitowania, szczególnie tam, gdzie znane nazwisko właściciela, a często i upór dyrektora muzeum, do tego zmuszały. Większość zabezpieczonych obiektów zwieziono do Krakowa, do nowego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej, tworząc swoistą wystawę łupów i dokonując ich przeglądu. Ze zgromadzonych dzieł sztuki poczynając od obrazów, poprzez rzeźbę, rzemiosło artystyczne a na zbiorach numizmatycznych kończąc, dokonali wyboru ponad pięćdziesięciu obiektów. Na miejscu je sfotografowano i opisano. To one złożyły się na swoisty dokument - katalog zabezpieczonych dzieł sztuki w Generalnej guberni.

Jest to dokument jedyny w swoim rodzaju, nie mający odpowiednika w żadnym z okupowanych krajów. Katalog ukazał się przypuszczalnie po połowie 1940 r. (choć niektórzy badacze wskazują na początek roku 1941). Jest to o tyle trudne do ustalenia, że nie została podana data wydania. Znane jest natomiast miejsce - wydawnictwo Wilhelma Gottlieb Kor we Wrocławiu.

Dla zrozumienia sposobu, zakresu działań i celu akcji prowadzonej pod nadzorem specjalnego pełnomocnika i do której zaangażowano całą plejadę znanych niemieckich oraz austriackich historyków sztuki, warto przytoczyć krótki wstęp poprzedzający właściwy katalog: "Na podstawie rozporządzenia Generalnego Gubernatora do okupowanych terenów polskich z dnia 16.12.1939 r. specjalnemu pełnomocnikowi do zabezpieczenia dzieł sztuki i dóbr kultury udało się w ciągu sześciu miesięcy przejąć prawie wszystkie dobra kulturalne kraju, z jednym jedynym wyjątkiem: zbiorem flamandzkich gobelinów z zamku w Krakowie. Według ostatnich wiadomości, zbiór ten znajduje się we Francji, tak że zabezpieczenie tego zbioru będzie możliwe w późniejszym terminie. Równolegle z działalnością ratowania dóbr kultury następowało ich naukowe opracowanie. Wynik przedstawiono w katalogu wraz ze zdjęciem dającym jasny dowód przenikania na Wschodzie siły niemieckiej kultury.

Zbędne zdaje się mówienie o samodzielnym rozwoju polskiej kultury w epokach historycznych. istnieje twórczość o cechach niemieckich, występują dzieła holenderskie lub flamandzkie, która w swym duchu i charakterze nie wyrażają nic innego, jak tylko niemiecką istotne i siłę niemieckiej kultury. Twórczość francuska czy włoska występuje w mniejszości.

Stan zachowania zabezpieczonych dóbr kultury jest ogólnie zły. Przez pośpieszne zabiegi ratowania tych dóbr kultury dokonanych przez stronę polską przed wybuchem wojny oraz w wyniku zaniedbań sięgających daleko w przeszłości, powstały szkody, które wymagają szybkie naprawy. Dlatego urządzono w Warszawie i Krakowie własne warsztaty konserwatorskie aby zapewnić dziełom sztuki odpowiednią opiekę, stosowną do ich znaczenia.
Katalog zawiera wybór jakościowy zgodnie z miarą czołowych niemieckich muzeów. W pierwszym rzędzie uwzględniono sztukę niemiecką oraz wszystko, co posiada odpowiednią rangę w ramach ogólnoeuropejskiego rozwoju sztuki". Dalej, mniejszą czcionką, autorzy wstępu dodają: Dzieła sztuki znajdujące się poza wyborem jakościowym zostały również naukowo opracowane, skatalogowane i są chronione przed utratą lub zagrożeniem".
Polemizowanie z treścią wstępu mija się z celem z powodów oczywistych. Należy traktować go jako świadectwo historii. Warto jedynie dodać, że wymieniane gobeliny flamandzkie to słynne arrasy wawelskie, które udało się wywieźć do Francji, a po jej zajęciu przez Niemców wysłać do Kanady, Zatem ich "zabezpieczenie" szczęśliwie okazało się niemożliwe.

Za całą akcję "zabezpieczenia" dzieł sztuki odpowiedzialni byli współpracownicy specjalnego pełnomocnika: Gustaw Barthel, Eryk Meyer-Heisig, Gűnther Otto - wszyscy z Wrocławia oraz Antoni Klaus i Karol Polhammer z Wiednia, a także Werner Kudlich i Rudolf Prohoda z Opawy. Listę tę zamykał brat Kajetana Műhlmanna - Josef. To ich nazwiska figurują na pokwitowaniach wydawanych przy rabunku czyli oficjalnie - "zabezpieczaniu" dzieł sztuki. Wyboru oraz opisu zgromadzonych obiektów dokonywali znani niemieccy historycy sztuki: Dagobert Frey z Wrocławia i Kurt Dittmer z Berlina, a także naukowych pochodzący z Wiednia: Jan Demel, Artur Haberlandt, Edward Holzmair, Jozef Mader i Josef Mader i Leopold Ruprecht. Prace konserwatorskie mieli prowadzić Edward Knesich oraz Ingeborg Spann. Te wszystkie nazwiska figurują na stronie tytułowej katalogu. Sam katalog wydany na bardzo wysokim poziomie edytorskim, o niewielkim nakładzie zaledwie kilkudziesięciu egzemplarzy, posiadał format folio oraz cztery oprawione teki zawierające 478 fotografii. W sumie na 179 stronach tekstu znalazło się 521 (nie licząc uzupełnień) dzieł sztuki podzielonych na kilka grup: "A" - malarstwo (w tym miniatury i grafika),, "B" - rzeźba, "C" - sztuka zdobnicza, "D" - broń, "E" - monety i medale oraz "F" - dodatek i uzupełnienia. Opis każdego obiektu zawiera nazwisko autora (warsztat lub szkołę) tytuł, czas powstania krótką charakterystykę, wymiary oraz informację z jakiej kolekcji czy zbioru pochodzi. Biorąc pod uwagę tą ostatnią informację, zawarte w katalogu dzieła sztuki zostały podzielone na trzy główne grupy: pochodzące ze zbiorów krakowskich, warszawskich oraz "pozostałych miejscowości". jeśli chodzi o te pierwsze, najbardziej ucierpiało Muzeum Książąt Czartoryskich - w katalogu znalazło się aż 88 obiektów (rozumiejąc przez obiekt ilość numerów katalogowych) w tym do dziś nie odnaleziono Portret młodzieńca pędzla Rafaela Santi. Ze Skarbca Katedralnego wytypowano 37 przedmiotów, a z Muzeum Narodowego - 17, tyle samo, co z Kościoła Mariackiego, z którego "zabezpieczono" przede wszystkim ołtarz Wita Stwosza. Ze zbiorów wawelskich w katalogu znalazło się 10 obiektów, również 10 z kolekcji Instytutu Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego a z samej Biblioteki Jagiellońskiej przeszło drugie tyle. Łupem padły dzieła sztuki zgromadzone w kościołach św. Floriana oraz Bożego Ciała, a także w klasztorze Paulinów na Skałce. Ze zbiorów prywatnych zainteresowanie okupantów wzbudziła kolekcja A. Potockiego.

Jeśli chodzi o warszawskie zbiory publiczne, najbardziej ucierpiało Muzeum Narodowe (53 obiekty) oraz Zamek Królewski (49 obiektów), dalej Muzeum Wojska Polskiego i państwowe zbiory Sztuki w Łazienkach. W katalogu uwzględniono również znane kolekcje prywatne: Józefa Potockiego, Janusza Radziwiłla, Adama Tarnowskiego, Jana Rykaczewskiego, Adama Branickiego oraz Edwarda Wittiga. Zbiory prywatne położone "w pozostałych miejscowościach" najliczniej reprezentowały dzieła sztuki pochodzące z pałacu w Łańcucie (22) i podwarszawskiego Wilanowa. Z tego ostatniego do katalogu wybrano 75 najcenniejszych obiektów ze słynnym biurkiem podarowanym Sobieskiemu po wiktorii wiedeńskiej przez Innocentego XI, które do dziś figuruje w katalogu strat wojennych. Ze zbiorów łańcuckich największe zainteresowanie niemieckich "urzędników - fachowców" wzbudziło malarstwo francuskie reprezentowane przez takich mistrzów jak Francois Bucher czy Jean Honore Fragonard. Nie zapomniano o zbiorach Maurycego Potockiego w Jabłonnie (3 obiekty), Janusza Radziwiłła w Nieborowie (7 obiektów) czy Jana Tarnowskiego w Suchej (14 obiektów). Listę tę dopełniają kościoły parafialne w Stopnicy i Wieliczce, skarbiec katedralny w Sandomierzu oraz Muzeum Diecezjalne w Sandomierzu.

Przeglądając ów katalog, nasuwa się pytanie jaki cel przyświecał pomysłodawcom tej dość specyficznej publikacji, która miała zostać osobiście wręczona Hitlerowi przez K. Műhlmanna jako dar gubernatora H. Franka. Wiadomo, że Hans Posse dyrektor drezdeńskiej galerii i pełnomocnik samego Fűrera interesował się dziełami sztuki, które znalazły się w katalogu, a które miały trafić do muzeum Hitlera w Linzu. Jednak wydanie katalogu zbiegło się w czasie z zajęciem Francji, a tym samym wszystkie francuskie muzea stały się dostępne, a przy tych zbiorach polskie kolekcje wydały się wodzowi mało wartościowe. Tylko w ten sposób można tłumaczyć przekazanie przez Hitlera Frankowi trzech najcenniejszych obrazów z kolekcji Czartoryskich: Rafaela, Rembrandta i Leonarda da Vinci. Nota bene sam Frank, kiedy jego władza na terenie Generalnej guberni była wystarczająco silna, nie był zainteresowany "pozbywaniem" się cennych dzieł sztuki, tocząc na tym polu walkę z wieloma wysokiej rangi urzędnikami niemieckimi. Co prawda, jak pisał w swym "Dzienniku" zamieszczone w katalogu dzieła sztuki miały zostać wywiezione na teren Rzeszy i wcielone do zbiorów niemieckich, jednak wiele z tych obiektów do momentu ewakuacji Niemców pozostało w Generalnej Guberni, a niektóre, jak obrazy należące do Alfreda Potockiego opuściły Łańcut wraz z właścicielem.

Drogi ewakuacji prowadzonej przez Niemców, a później sposób odzyskiwania zamieszczonych w katalogu dzieł sztuki zasługują na pełne opracowanie. Niemniej w świetle prowadzonych obecnie badań wynika, że z całą pewnością na swe miejsce powróciły 254 obiekty (czyli 46%) wciąż brak jest ok. 200. Przy pozostałych pozostaje znak zapytania, bowiem pochodziły z kolekcji, które dziś praktycznie nie istnieją, mogły zatem trafić do innych zbiorów.

Kiedy amerykańscy żołnierze weszli do willi Franka położonej koło Neuhausen w Bawarii, znaleźli wiele dzieł sztuki pochodzących z Polski i figurujących w Sichergestellte Kunstwerke im GG. Była tam zarówno "Dama z łasiczką" Leonarda da Vinci, jak i "Pejzaż" Rembrandta. Inne, których były gubernator nie wywiózł samodzielnie uciekając przez zbliżającymi się wojskami radzieckimi, różnymi drogami i w różnym stanie wracały na swe miejsca w wyniku akcji rewindykacyjnej, prowadzonej przez władze polskie, Niektóre musiały czekać przeszło 50 lat, aby mogły znów znaleźć się tam, skąd zostały "zabezpieczone", jak obraz "Praczka" Gabriela Metsu, odzyskany dopiero w 1994 r.

Czy zdołamy kiedyś odnaleźć i rewindykować wszystkie dzieła sztuki wybrane przez niemieckich "naukowych urzędników - fachowców"? Wydaje się, że dziś ów dokument powinien stać się przedmiotem analizy i wniosków ze strony niemieckiej.

Wersja do druku