Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Nieznane zbiory heraldyczne i ich opracowanie

Dziewiętnasty wiek był stuleciem kolekcjonerów. Zbierano wówczas wszystko, tworzono wspaniałe kolekcje, tak dla potrzeb nauki, jak i dla zaspokojenia ludzkiej ciekawości.
Jedną z najpopularniejszych dziedzin zbieractwa były ta związana z heraldyka i genealogią. Wynikało to oczywiście ze struktury społeczeństwa i choć stan szlachecki wchodził już wówczas w "smugę cienia", to przynależność do niego, możliwość udokumentowania swych roszczeń, biegłość w koligacjach i heraldyce uznawana była za wiedzę niezwykle przydatną. Tworzono zatem kolekcje pieczęci lakowych, które najczęściej odrywano z listów. Gorzej, że zajadali kolekcjonerzy nie cofali się przed zrywaniem pięknych, staroświeckich pieczęci ze średniowiecznych dyplomów. W bardziej zamożnych domach tworzono także własne herbarze malowane najczęściej akwarelami.
Dziś zbiory takie przedstawiają bardzo różną wartość. Zazwyczaj niedoceniane, spoczywają w archiwach państwowych i czekają na opracowanie. Jest to żmudna praca, często bowiem małe pieczątki, czy malunki są nieopisane, a stosunkowo młoda metryka materiału, nie zachęca ani historyków, ani archiwistów do prac inwentaryzacyjnych.
Próbne jednak analizy materiału zachęcają do poważniejszego zajęcia się takimi zbiorami. Przykładem być może bogaty zbiór pieczęci i malunków heraldycznych przechowywany w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Liczący ok. 170 jednostek zbiór ten obejmuje kilka zespołów pochodzących zapewne z Dolnego Śląska, Wrocławia, Zgorzelca. Po wojnie został on scalony w Instytucie Historii - zespoły pochodzą zapewne ze składnic, w których przechowywano poniemiecki dobytek. W skład zbioru wchodzi 5 dużych zespołów sfragistycznych, zawierających tablice z lakowymi pieczątkami (ok. 5 000), a także kilka domowych herbarzy z malunkami, rysunkami herbów, a nawet z wyrwanymi stronami popularnego herbarza Siebmachera.
Wśród takich wydawałoby się zwykłych zbiorów znajdują się jednak i ciekawe fragmenty. W jednym z tychże domowych herbarzy już na pierwszych stronach uderza niezwykła uroda wymalowanych herbów. Wyglądają one też na malunki starsze, osiemnastowieczne. I rzeczywiście, dokładniejsza analiza wykazała, że mamy tu do czynienia z częścią osiemnastowiecznej księgi gości (Gastbuch), pochodzącej z Wrocławia. Pojawiają się tu nazwiska i herby potężnych polityków, którzy przejazdem, czy dla rokowań gościli w tym mieście w wieku osiemnastym: epoka saska to herby Beichlingów, Bruhlów, Flemmingów, Hoymów, Heineków. Są tu herby starej śląskiej szlachty: Callenbergów, Gaschinów, Gersdorfów, Schweinitzów, czy Schaffgotschów. obok nich herby polskich rodów: Sapiechów, Dłużniewskich, Koziegłowskich. Są herby szlachty inflanckiej i saskiej. Jest nawet herb osławionego Repnina, który w grudniu 1778 r. prowadził we Wrocławiu rokowania z Fryderykiem w sprawie pomocy wojskowej Prus dla Rosji.
Skąd ta księga? Jakie jej losy? Odpowiedź jest trudna, ale chyba możliwa. Najprawdopodobniej jest to księga zajazdu pocztowego Wrocławia, w którym gościli co przedniejsi posłowie, a także okoliczna szlachta i arystokracja. Do 1741 r. zajazd ten mieścił się "Pod białym Aniołem" (In weissem Engel) potem w pałacu Glaubitschów. Hipoteza o pochodzeniu księgi opiera się na wzmiankach osiemnastowiecznego pamiętnikarza z Wrocławia Johanna G.Steinberga, który w dzienniku z lat 1740-1742 niezwykle dokładnie opisywał wszelkie wydarzenia, wskazując nawet lokum przybywających do miasta znaczniejszych osób; w 1741 r. pod adresem poczty mieszkał według niego wysłaniec cara Brackel, którego herb zawiera księga gości.
Pełne opracowanie i inwentaryzacja zbioru potrwa zapewne jeszcze długo. Wydaje się jednak, że wzmożone zainteresowanie przeszłością Ziem Zachodnich powinno znaleźć odbicie także w pracach zabezpieczających podobne kolekcje, mające jak się okazuje znaczenie nie tylko lokalne, ograniczone do jednej nacji, ale wartość dokumentu świadczącego o wspólnych aspektach kultury - tu heraldycznej. Oprócz zbiorów poniemieckich w kolejce do inwentaryzacji czekają podobne zespoły już rdzennie polskie; ważne tak dla heraldyka, jak i historyka sztuki.

Wersja do druku