Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Kradzieże dzieł sztuki na świecie. Złodzieje w Galerii Narodowej w Oslo.

Historię przypadków największych kradzieży dzieł stuki na świecie powinniśmy zacząć od opisu bezprecedensowego zamachu na jeden z najbardziej znanych i uznanych obrazów świata - kradzieży "Mony Lisy" Leonarda da Vinci z paryskiego Luwru.
Jeżeli można było ukraść ten obraz, to znaczy, że każda kradzież jest możliwa. Zachowanie pełnej chronologii nie jest jednak najbardziej istotne. W cyklu kradzieży dział sztuki na świecie będziemy prezentować sprawy, które skończyły się szczęśliwie, ale i te, których skutki boleśnie są odczuwane do dzisiaj. Nie pominiemy również strat spowodowanych II wojną światową. Do dzisiaj na światowych aukcjach wypływają polskie dobra kultury utracone w latach 1939-1945. Działania przestępców przybierają różne formy. Analiza poszczególnych przypadków powinna dać o nich na tyle wystarczające wyobrażenie, by można było ocenić realne zagrożenie własnych zbiorów i pomyśleć o przeciwdziałaniu. Opowieści o najciekawszych kradzieżach zaczynamy od Galerii Narodowej w Oslo.

Kradzież w Galerii Narodowej w Oslo.
Zimowa olimpiada w Lillehamer w lutym 1994 r. była wielkim światowym wydarzeniem sportowym, a dla społeczności norweskiej miała szczególne znaczenie. Sztafeta znicza olimpijskiego, przemierzająca Norwegię najdłuższą trasą - od Mordegal do Lillehammer - połączyła cały naród. W trakcie olimpiady odbywały się różne imprezy kulturalne, między innymi liczne wystawy czasowe. W Oslo, w największych placówkach muzealnych (Muzeum Muncha, Muzeum Narciarstwa, Galeria Narodowa) przygotowano interesujące ekspozycje. Galeria Narodowa chciała skierować uwagę publiczności na twórczość Edwarda Muncha. Stałym miejscem ekspozycji tych obrazów była sala na drugim piętrze muzeum, w jego środkowej części. Chcąc udogodnić publiczności dostęp do nich, dyrektor galerii przeniósł kolekcję na pierwsze piętro, przy czym dwie najbardziej znane prace - "Krzyk" i "Madonna" umieścił po obydwu stronach okna, wychodzącego na front budynku galerii. Działania, które podjęto dla stworzenia atrakcyjniejszej dla zwiedzających ekspozycji, obróciły się przeciwko jej twórcom i doprowadziły do jednej z największych kradzieży dzieł sztuki w Norwegii.
W niedzielę 12 lutego 1994 r. o godzinie 6.30 pod budynek galerii podjechały samochodem dwie osoby. Pod okno została podstawiona drabina. Pierwsze wejście okazało się nieudane, bowiem drabina obsunęła się i wchodząca osoba spadła razem z nią na ziemię. Niezrażony, złodziej ponownie przystawił drabinę i dostał się do okna na pierwszym piętrze. Po stłuczeniu szyby, wszedł do środka. Najsławniejszy obraz Edwarda Muncha "Krzyk" wisiał na dwóch drutach, które zostały w ciągu kilku sekund przecięte kombinerkami. Obraz został spuszczony po drabinie do oczekującego przy samochodzie wspólnika, po czym obaj złodzieje spokojnie odjechali. Zdarzenie można było bardzo precyzyjnie odtworzyć, ponieważ w całości zostało zarejestrowane przez kamerę umieszczoną na budynku po przeciwległej stronie. Na podstawie nagrania stwierdzono, że całe włamanie, od momentu podjechania samochodu do jego odjazdu ze skradzionym obrazem, trwało niecałe 2 minuty. Z tego od przystawienia drabiny do jej odstawienia minęło 58 sekund.
Strażnik w muzeum zignorował alarm, sądząc, że jest to kolejny przypadek alarmu fałszywego. Następny sygnał ostrzegawczy spowodowany został przez poruszającą się firankę. Strażnik wezwał szefa ochrony i zawiadomił policję, przy czym to drugie działanie nie było konieczne, ponieważ pod budynkiem muzeum stał już patrol, zastanawiając się, co robią pod muzeum drabina, kombinerki i kartka pocztowa, na której ktoś napisał: "Dzięki za fatalne zabezpieczenie".
Jak mogło dojść do tej kradzieży? Czy zabezpieczenia były właściwe? Czy można było tego uniknąć? te pytania padały w prasie norweskiej następnego dnia. Analiza zabezpieczenia muzeum doprowadziła do interesujących wniosków. Galeria posiadała system alarmowy, który po wtargnięciu do wnętrza włamywaczy zadziałał, z tym, że został zignorowany przez strażnika, który sądził, że ma do czynienia z fałszywym alarmem!!!
W nocy z 11 na 12 lutego zabezpieczenie galerii było zgodne z opracowanymi w 1983 r. zasadami. Nad bezpieczeństwem obiektu czuwał jeden strażnik, który przebywał w centralnej dyspozytorni i miał za zadanie kontrolować stan systemów zabezpieczających, tj. systemu sygnalizacji włamania i systemu alarmu na wypadek pożaru.
Ochrona okien pierwszego piętra była zgodna z przepisami towarzystw ubezpieczeniowych, które nie wymagają dodatkowego zabezpieczenia okien znajdujących się powyżej 4 m nad ziemią. Reasumując, można stwierdzić, że kradzieży dokonano "w majestacie obowiązujących przepisów".
Prawda wstrząsnęła Norwegami - skradziono ich najcenniejszy obraz, narodową świętość. "Krzyk" został namalowany w 1895 r. i jest rzeczywiście znany na całym świecie. Dyrektor muzeum pocieszał siebie i swoich rodaków, że właśnie ta sława uniemożliwi sprzedaż obrazu. Kilka wcześniejszych kradzieży z Galerii narodowej zakończyło się szczęśliwie - między innymi w 1982 r. skradziono 8 obrazów, a w 1988 r. inny obraz Edwarda Muncha "Wampir". Sława dzieła sztuki może rzeczywiście mu pomóc, ale może i zaszkodzić. Nie brak jest bogatych kolekcjonerów zaślepionych żądzą posiadania, których interesuje wejście w posiadanie wybranych dzieł sztuki, bez względu na środki jakimi zostanie to przeprowadzone. nie można również zapominać o szaleńcach, których jedynym celem może być chęć dokonania zniszczenia znienawidzonego dzieła.
Na całe szczęście dla obrazu i Norwegów głównym motywem złodziei okazały się pieniądze. Dzieło sztuki stało się zakładnikiem, w zamian za uwolnienie którego zamierzano uzyskać okup. Prasa podawała różne kwoty, których żądali przestępcy. najczęściej przewijała się suma 8 000 000 koron norweskich. Pertraktacje szły swoją drogą, a policja nieprzerwanie pracowała nad ustaleniem ewentualnego sprawcy. Na taśmach wideo, na których rejestrowany jest ruch zwiedzających, rozpoznano jednego z nich. Po kilku tygodniach negocjacje między muzeum a złodziejami uległy wyciszeniu. Dopiero w marcu przestępcy ponownie wystąpili z propozycjami okupu. Na dowód posiadania skradzionego obrazu skontaktowali się gazetą "Dagbladet" i ujawnili, gdzie znajdują się fragmenty jego ramy. Podobno muzeum było gotowe zapłacić żądany okup. Było to możliwe dzięki deklaracji kilku przedsiębiorstw, które zdecydowały się uczestniczyć w tym swoistym "sponsorowaniu". Policja jednak zablokowała to posunięcie i powoli, acz jak się później okazało skutecznie, zawężała krąg osób podejrzanych. Obraz Edwarda Muncha "Krzyk" został odnaleziony w hotelu, w mieście Aasgaarstrand, oddalonym około 80 km od Oslo. Aresztowano i oskarżono o próbę sprzedaży tego dzieła trzech Norwegów. Jednym z nich był wcześniej przesłuchiwany sprawca kradzieży w 1988 r.
Epilog sprawy nastąpił w sądzie. Paal Enger został skazany przez Sąd Grodzki w Oslo na karę 6 lat i 3 miesięcy pozbawienia wolności, jego 20-letni wspólnik na karę 3 lat i 9 miesięcy, a dwaj paserzy na kary 4 lat i 9 miesięcy oraz 2 lat i 8 miesięcy. jak na pospolitą kwalifikację czynu, były to bardzo wysokie kary.
W Galerii Narodowej po kradzieży zaczęto przebudowywać zarówno system sygnalizacji włamania, jak i system telewizji użytkowej. Rozpoczęto również próby z nowymi materiałami do zabezpieczania okien (nowe typy szkła i tworzywa poliwęglanowe). Norwegowie tak się przejęli stanem ochrony zbiorów, że gdy prowadzono rozmowy na temat wypożyczenia do Muzeum Literatury w Warszawie obrazów Muncha z galerii narodowej w Oslo, sprawy bezpieczeństwa odgrywały niezwykle istotną rolę. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o ochronę, to wymagano od polskich partnerów więcej niż od siebie. Kradzież "Krzyku" nie poruszyła wszystkich muzealników. Wiele pięknych norweskich muzeów nadal jest chronionych przez "opatrzność" W 1995 r. w czasie dorocznej konferencji Międzynarodowego Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Muzeów, która odbyła się w Norwegii, brak ochrony zwiedzanych muzeów zaskoczył większość uczestników. Zdziwienie było i po drugiej stronie: "Kradzieże dzieł sztuki, to w ogóle nie jest problem!". Kilku muzealników z Niemiec, Austrii i Francji pokiwało głowami, westchnęło i krótko skomentowało: "Do czasu, koledzy, do czasu".

Wersja do druku