Zamknij

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Przejdź do głownej zawartości

Kradzież z Auli Leopoldyńskiej

Złodzieje najwyraźniej upodobali sobie Uniwersytet Wrocławski. Dotychczas najbardziej zagrożony był księgozbiór zbiorów specjalnych Biblioteki Uniwersyteckiej.
W 1984 r. goszczący we Wrocławiu prof. Owen Gingerich z Uniwersytetu Harvarda w Cambridge złożył zamówienie na książkę Joachima Retyka, ucznia Mikołaja Kopernika, wydaną w 1540 r. W magazynie jednak książki nie było. Po sprawdzeniu magazynów okazało się, że brakuje jeszcze dwu innych XVI-wiecznych ksiąg. Skradzione w niewyjaśnionych okolicznościach książki krążyły po antykwariatach świata do co najmniej roku 1982.
Kolejnej kradzieży dokonano w 1985 r. z Oddziału Zbiorów Kartograficznych Biblioteki. Najcenniejszy skradziony atlas został sprzedany za 1400 marek, resztę map wraz z torbą złodzieje wrzucili do Odry.
Rok później włamano się do Zakładu Kartografii w gmachu głównym Uniwersytety Wrocławskiego. Skradziono osiem niezwykle cennych atlasów, w tym wydany w 1603 r. Theatrum orbis terrarum Abrahami Ortelli.
W 1989 r. Biblioteka Uniwersytecka została zawiadomiona, że na aukcji w Berlinie Zachodnim wystawionych zostało 37 stron rękopiśmiennych z notatnika Gotthold Lessinga. Kiedy i w jakich okolicznościach zniknęły z biblioteki, do końca nie wiadomo.
W nocy z 4 na 5 czerwca 1997 r. złodzieje zaatakowali najbardziej reprezentacyjne wnętrze Uniwersytetu - Aulę Leopoldyńską. Jest to jedyna w całości zachowana zabytkowa sala uniwersytecka. Niezwykłe wrażenie jakie wywiera na każdym zwiedzającym jest spowodowane kompletnym, pełnym harmonii wystrojem. Wspaniałe freski, rzeźby, obrazy, dzieła sztuki snycerskiej tworzą niezwykły i unikalny klimat. Na filarach międzyokiennych umieszczono w bogato zdobionych ramach portrety osób zasłużonych dla Uniwersytetu. Właśnie te obrazy padły łupem włamywaczy. Z ram wycięto osiem obrazów XVIII-wiecznych, przedstawiających Fryderyka II Wielkiego, cesarza Ferdynanda I, rektora Franciszka Wenzla, Papieża Urbana, hrabiego Karola Hoyma, cesarza Ferdynanda III, hrabiego Jana Henryka Kazimierza Carmera i Franciszka Karola Lotaryńskiego.
Trudno szacować wartość poszczególnych obrazów. Notatki prasowe, które ukazały się po kradzieży, były pełne sprzeczności - We Wrocławiu zniknęły obraz warte "miliardy" - Życie Warszawy 7/8.06.1997 r. W innych bagatelizowano wartość materialną podkreślając, że nikt nie będzie chciał kupić tak znanych obrazów.
Los obrazów pozostaje wielką niewiadomą. Mogą się znajdować zarówno w kraju jak i za granicą. Charakter obrazów wskazuje, że należy poważnie rozpatrywać możliwość pojawienia się poza Polską. W ich poszukiwaniach oprócz Interpolu wezmą na pewno udział także takie organizacje międzynarodowe jak The Art Loss Register czy International Foundation for Art Research.
Łatwość z jaką złodzieje dostali się do Auli, a następnie opuścili ją z obrazami, daje dużo do myślenia nad systemem zabezpieczenia Uniwersytetu, a raczej nad jego brakiem. Ochrona techniczna przed przestępczością czy pożarem jest kosztowna, to fakt. Jednak działania rozłożone na kilka lat pozwalają zoptymalizować nakłady. W znacznej części artykułów podkreślano bezprzykładny wandalizm i szok jaki wywołało to zdarzenie wśród mieszkańców Wrocławia. Czy jednak naprawdę należy się dziwić złodziejom, którzy okradli "perłę" Uniwersytetu Wrocławskiego, skoro statystycznie w ciągu jednej doby okrada się ponad 4 obiekty sakralne? Smutne to, ale żadne świętości nie są naprawdę bezpieczne.

Wersja do druku