Ze zbiorów księcia Janusza Radziwiłła

Położony niedaleko Warszawy pałac w Nieborowie, wzniesiony w ostatnich latach XVII w., w swej trzechsetletniej historii wielokrotnie zmieniał właściciela. Jednak najdłużej, bo przez ponad 150 lat stanowił własność książąt Radziwiłłów.

Budowę pałacu, według planów architekta Tymana z Gameren, rozpoczął w 1695 r. kardynał Michał Stefan Radziejowski. Przez następne dziesięciolecia dobra nieborowskie należały m.in. do Towiańskich, Lubomirskich, Ogińskich, by w 1774 r. przejść w posiadanie Michała Hieronima Radziwiłła i Heleny z Przeździeckich. Nowi właściciele szybko przestąpili do przebudowy pałacu, angażując do tych prac Szymona Bogumiła Zuga. Jak pisze Włodzimierz Piwkowski, w tym okresie "zgromadzona została galeria obrazów, kolekcja rzeźb antycznych (m.in. słynna "Głowa Niobe"), sprowadzone zostały liczne meble angielskie dużo porcelany europejskiej, wiele srebra dekoracyjnego i użytkowego, zbiór odlewów gemm starożytnych i zbiory numizmatyczne. Powstała wspaniała biblioteka, licząca ponad 6000 dzieł, zbiory rycin i kartografii, znalazły się tu także dwa unikalne globusy weneckie Coronellego z XVII w. pochodzące z Wersalu. Sprowadzona została z Drezna słynna pomarańczarnia królewska. Następne lata nie były pomyślne zarówno dla pałacu, jak i zgromadzonych w nim zbiorów.

Klęski narodowe, pociągające za sobą znaczne spustoszenia oraz nie najszczęśliwsze działania kolejnego właściciela Nieborowa Zygmunta Radziwiłła (który m.in. sprzedał w Paryżu większą część pałacowego księgozbioru, głównie druki obce) doprowadziły do upadku kolekcji. Dopiero energiczna działalność Michała Piotra Radziwiłła przyczyniła się do odrodzenia rezydencji. Do prac nowy właściciel zatrudnił m.in. Leandra Marconiego. Zmieniono wystrój kilku pomieszczeń, m.in. Sieni Głównej, Czerwonego Salonu i Małej Jadalni, zamówiono nowe komplety mebli. Warto przypomnieć, że w roku 1881 Michał Piotr Radziwiłł założył w Nieborowie znaną manufakturę ceramiki.

Po bezpotomnej śmierci Michała Piotra w 1906 r. dobra nieborowskie objął Janusz Radziwiłł, najmłodszy syn Ferdynanda, prawnuk namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego Antoniego Radziwiłła. Nowy właściciel, z wykształcenia prawnik, był znanym politykiem konserwatywnym, jednym z przywódców Stronnictwa Prawicy Narodowej, oraz działaczem gospodarczym. W latach 1928-1935 był posłem z ramienia BBWR, a następnie senatorem. Przez wiele lat sprawował funkcję prezesa "Lewiatana". Ponadto zasiadał w radach nadzorczych różnych konsorcjów i spółek akcyjnych.

Janusz Radziwiłł okazał się dobrym administratorem i gospodarzem otrzymanych majątków (ordynacja ołycka, klucz szpanowski i klucz nieborowski), a po I wojnie światowej stał się jednym z największych posiadaczy ziemskich w Polsce. Jego majątek obejmował ponad 43 tysiące hektarów, co jak na ówczesne warunki, po utracie przez polskie rody arystokratyczne olbrzymich włości na wschodzie, było majątkiem imponującym.

Ta fortuna pozwoliła Januszowi Radziwiłłowi na przystąpienie do prac mających na celu rozbudowę samego pałacu (o czym myślał jeszcze przed rokiem 1914 oraz przebudowę wnętrz. Pałac został powiększony w latach 1922-1929, zgodnie z projektem architekta Romualda Gutta, dzięki czemu zyskał jeszcze jedną kondygnację, zręcznie ukrytą w powierzchni dachu. W latach 1929-1930 przebudowie uległy wnętrza parteru, w tym Sala Wenecka i Palarnia, a także gabinety prywatne właściciela, które uzyskały m.in. nowe dekoracje sztukatorskie. "Janusz Radziwiłł - jak pisze Włodzimierz Piwkowski - przy okazji rozbudowy i przebudowy rezydencji uzupełnił także wyposażenie wnętrz. W tym celu zamówił w warszawskich zakładach meblarskich kilka zestawów stylizowanych mebli użytkowych. W Sypialni Księstwa ustawiono, naśladujący gregoriańskie meble angielskie, komplet sypialny złożony z pary łóżek i nocnych stolików.

Zrekonstruowano 24 krzesła w typie Chippendale do Sali Weneckiej. Do pokoju Złocistego wykonano zestaw mebli z brzostu, składający się z szafy, komody i sekretarzyka". Uzupełnił także galerię malarstwa, sprowadzając wiele portretów rodzinnych, jak choćby portret Pelagii Potockiej z córką pędzla Jana Ch. Lampiego oraz portret (z ok. 1918 r.) Luizy z Hohenzollernów Radziwiłłowej z córką Wandą, namalowany przez Gerarda Kügelgena, a także pozyskał - jak podaje dalej W. Piwkowski - "zbiór sztambuchów rodzinnych z rysunkami wykonanymi przez; Ferdynanda Radziwiłła, (1798-1827), Elizę Radziwiłłównę (1803-1834) autorkę znanych szkiców portretowych Fryderyka Chopina, Wandę z Radziwiłłów Czartoryską (1813-1845), Ferdynanda Fryderyka Radziwiłła (1843-1926) utalentowanego autora szkiców rysunkowych z podróży do Włoch, na Sycylię, Ukrainę, Białoruś i Litwę". Ponadto w 1929 r. nabył cztery malowidła autorstwa Philippa Roos, bardziej znanego jako Rosa da Tivoli. Prace te zostały umieszczone w supraportach biblioteki pałacowej. Ta ostatnia także wzbogaciła się o nowe nabytki.

Do wybuchu ostatniej wojny pałac nieborowski nie tylko stanowił podwarszawską rezydencję ordynata ołyckiego, działacza politycznego i społecznego, ale także miejsce spotkań i pracy znanych osób ze świata kultury, którym właściciele chętnie udostępniali zbiory sztuki oraz archiwalia. Nie było to zjawiskiem nowym, bowiem już za życia Heleny Radziwiłłowej w Nieborowie gościli m.in. Jan Piotr Norblin, Michał Płoński, Aleksander Orłowski i Jan Ursyn Niemcewicz. Później, w drugiej połowie XIX w. w Niborowie przebywali Wojciech Gerson oraz Aleksander Gierymski, Maria Konopnicka, Stanisław Przybyszewski, Mieczysław Karłowicz, a także Henryk Sienkiewicz. To w pobliskiej Arkadii w 1904 r. odbył się pierwszy plener malarski (pod kierunkiem Konrada Krzyżanowskiego) powołanej w tym samym roku Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Działania wojenne szczęśliwie ominęły sam pałac, choć w dniach 14-18 wrześnie 1939 r. w lasach bolimowskich toczyły się ciężkie walki. Jak wspomina Izabela z Radziwiłłów Radziwiłłowa, synowa Janusza, po klęsce wrześniowej Nieborów został zajęty przez sztab armii niemieckiej. Zezwolono rodzinie Radziwiłłów na czasowy powrót do pałacu, oddając im do użytku trzy pokoje. Ta "wielkoduszność" okupanta wobec rodziny spokrewnionej z arystokratycznymi rodami niemieckimi ulegała zmianie w zależności od nastawienia dowódców często zmieniających się sztabów. Jednak bez względu na to czy pozwalano właścicielom mieszkać w samym pałacu, czy przenoszono do budynków administracyjnych, Radziwiłłowie mogli sprawować pieczę nad zbiorami dzieł sztuki. Należy tu zaznaczyć, że niemal całe zbiory, a na pewno najcenniejsze dzieła, przed wybuchem wojny zostały spakowane i w takim stanie pozostawione w pałacu, co jak się później okazało, uniemożliwiło szczęśliwie drobne kradzieże.

Na początku lutego 1940 r. pojawili się w Nieborowie dwaj znani ze swej grabieżczej działalności na terenie Polski niemieccy historycy sztuki: dr Josef Mühlman i dr Karl Pollhammer. Obaj byli członkami powołanej przez szefa Generalnej Guberni Hansa Franka specjalnej komisji do spraw zabezpieczania dzieł sztuki, na czele której, jako specjalny pełnomocnik, stał brat Josefa Mühlmanna, osławiony Kajetan (Kaj). Niemcy nie mieli zbyt dobrego rozpoznania zawartości zbiorów nieborowskich, a przeglądu obiektów przeznaczonych do rekwizycji dokonano zapewne na miejscu, skoro część cennych przedmiotów udało się właścicielom wcześniej ukryć, korzystając z pomocy zaufanych pracowników (w tym słynną głowę Niobe, która doczekała końca wojny schowana pod węglem w piwnicy). Niemniej Mühlmann i Polhemmer zdołali wywieźć z Nieborowa 19 skrzyń cennych dzieł sztuki. Na wystawionym wówczas pokwitowaniu (z datą 3 lutego) widnieją podpisy obu Niemców, a wśród "zabezpieczonych" (bo takiego określenia używano oficjalnie) przedmiotów znalazł się m.in. słynny globus "Niebo" Coronellego z 1693 r., szesnastowieczny Tryptyk Nieborowski pochodzący z Warsztatu Wielkopolskiego, "Autoportret" Pietera Nasona i obraz Mattia Preti "Pokłon Pasterzy". Rabunek objął także meble: klasycystyczne konsole, rokokowe komody i empirowe szafki. Nie wiadomo, czy wszystkie przedmioty trafiły do Krakowa do magazynów biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie zwożono dzieła sztuki zarekwirowane na terenie Generalnej Guberni. Wiadomo, że wybrana część z nich, a dokładnie 7 obiektów, opisana i sfotografowana znalazła się w niemieckim katalogu Sichergestellte Kunstwerke im. Generalgouvernement (katalogu zabezpieczonych dzieł sztuki w Generalnej Guberni), który to katalog miał zostać osobiście wręczony Hitlerowi przez Kajetana Mühlmanna jako dar gubernatora Franka.

Wspomniane dzieła sztuki wywiezione z Nieborowa wróciły do Polski w ramach powojennych akcji rewindykacyjnych. Jednak nie były to wszystkie obiekty, jakie Mühlmann i Pollhammer "zabezpieczyli" owego 23 lutego 1940 r. Do dziś brakuje kilku urn prahistorycznych, dwóch siedemnastowiecznych niemieckich rzeźb (jedna przedstawiała amorka z kołczanem, druga Minerwę), a także pochodzącej z tego samego czasu niewielkiej płaskorzeźby "Pokłon Pasterzy". Do Nieborowa nie powrócił także obraz niemieckiego malarza zatytułowany "Portret starca" oraz gobeliny niderlandzkie (XVII w.) i zegar ze słynnej paryskiej wytwórni Filsjeana.

Ze zbiorów nieborowskich zaginęły także dwa obrazy wypożyczone przez Janusza Radziwiłła na wystawę "Malarze martwej natury" zorganizowaną w Muzeum Narodowym w Warszawie latem 1939 r.: siedemnastowieczne płótno pędzla Willema van Aelsta (1626-1683) zatytułowany "Śniadanie" oraz pochodzący z tego samego czasu obraz Wiliama Charlsa de Chamiltona "Motyle, jaszczurka i wąż". Z powodu wybuchu wojny oba obrazy pozostały w muzeum i stąd zostały wywiezione przez Niemców.

W księdze depozytowej Muzeum Narodowego figurują ponadto dwa inne dzieła sztuki, które zostały złożone przez Janusza Radziwiłła w 1939 r. (prawdopodobnie pochodzące z pałacu Radziwiłłów przy ul. Bielańskiej, (dziś Muzeum Niepodległości) i tu padły ofiarą grabieży okupanta. Pierwszym z nich był obraz pędzla Piotra Michałowskiego zatytułowany "Pocztylion" (olej na płótnie o wymiarach 65,5 x 54 cm). Wówczas został złożony także obraz pochodzący z Galerii Stanisława Augusta "Eros i Psyche", przypuszczalnie autorstwa Francoisa Le Moine (1688-1739). Płótno to było wzmiankowane w publikacji T. Mańkowskiego z 1932 r., wymienia je także W. Tomkiewicz w katalogu strat wojennych w dziedzinie malarstwa wydanym w 1949 r. Z kolei we wspomnianej księdze depozytów dzieło to figuruje pod tytułem "Wenus i Kupido" i ma również inną atrybucję. Można jednak przypuszczać, że chodzi o ten sam obraz. Został on umieszczony we wspomnianym już katalogu Sichergestellte Kunstwerke im GG pod pozycją 159 (wraz z ilustracją), tyle że pod innym tytułem ("Wenus ze śpiącym amorkiem") i z podanymi błędnymi wymiarami. Dalej w księdze depozytów Janusza Radziwiłła widniej osiemnastowieczny "zegar w typie Boulle" oraz makata jedwabna o nie ustalonej proweniencji. Ich los pozostaje nieznany.

Lista strat wojennych poniesionych przez Janusza Radziwiłła zarówno w Nieborowie jak i Warszawie nie jest długa, jednak należy pamiętać, że są to tylko te dzieła sztuki, o których z pewnością wiemy, że zostały wywiezione przez okupanta, bądź ich brak stwierdzono po zakończeniu działań wojennych. A o ilu nie wiemy?

Po upadku powstania warszawskiego książę Radziwiłł razem z żoną Anną z Lubomirskich został aresztowany i przewieziony do berlińskiego Moabitu. Zwolniono ich dość szybko i pozwolono na powrót do Warszawy. Jednak już na początku 1945 r. zostali ponownie aresztowani, tym razem przez władze radzieckie i wraz z grupą polskich arystokratów wywiezieni do obozu w Krasnogorsku. Tam Anna Radziwiłłowa zmarła.

Janusz Radziwiłł mógł powrócić do Polski dopiero jesienią 1947 r. Początkowo zamieszkał w suterenie na Saskiej Kępie i tam prawdopodobnie spędziłby resztę życia, gdyby nie wizyta w Polsce królowej Belgii, która wyraziła ochotę odwiedzenia księcia Radziwiłła. W tej sytuacji ówczesne władze zostały zmuszone do szybkiego przeniesienia ordynata ołyckiego do nieco lepszych warunków, dzięki czemu mógł zamieszkać w dwupokojowym mieszkaniu na Mokotowie.
Jak pisał Stanisław Mackiewicz, Janusz Radziwiłł odmawiał udania się na emigrację uważając, że powinien pozostać w Polsce bez względu na zaistniałą sytuację. Znamienna jest jego wypowiedź, którą przytoczę za Mackiewiczem: "Kiedyś wyjechał z kraju na pobyt ta granicę, a gdy wrócił, to go ktoś spotkał i zapytał - A, książę wrócił, czy na długo? - Odpowiedział - Nie wiem czy na długo, czy na krótko, ale do samej śmierci". Zmarł w Warszawie w 1967 r.